Rynki, Gospodarka, Polityka, Społeczeństwo, Świat, czasem muzyka i metafizyka
poniedziałek, 02 listopada 2009

Dziś krótko w formie aktualizacji ostatniego wpisu. Krótkoterminowa sytuacja po piątku 30.10.09 w USA wygląda następująco. Oto Nasdaq100 w układzie dziennym:

 NDX daily + boll. bands

Wstęga Bollingera (20,2) przeszła z kierunku wzrostowego na horyzontalny, a piątkowe spadki sprowadziły indeks do jej dolnego ramienia. Bardzo rzadko silne spadki pojawiają się już wtedy, gdy wstęga porusza się poziomo a jeśli tak się dzieje, to indeks szybko wychodzi poza dolne ramię wstęgi i równie szybko do obszaru wstęgi powraca w formie gwałtownego odbicia wzrostowego. Zazwyczaj silniejsze spadki zaczynają się dopiero wraz ze zmianą kierunku wstęgi na lekko spadkowy. Wiele wskazuje na to, że piątek 30.10 był lokalnym minimum (co potwierdzałoby co do dnia pierwsze ze wskazań "Matrycy") i teraz powinniśmy obserwować odbicie, być może nawet bardzo silne, które powinno jednak ustanowić niższy szczyt od tego, uformowanego w okolicach 21-23.10.09. Powód do odbicia? Oczywiście posiedzenie Komitetu Otwartego Rynku (FOMC) czyli popularnie FED.

Technicznie rzecz biorąc wygląda to tak, jakbyśmy mieli w tym tygodniu budować prawe ramię formacji Głowy z Ramionami (Head&Shoulders - na wykresach H - glowa i S - ramiona). Prawie identyczne jest zachowanie wstęgi Bollingera na indeksie SP500:

S&P500 daily + bol bands. Head and Shoulders?

Jeśli rzeczywiście tworzymy Głowę z Ramionami (RGR), to po uformowaniu się prawego ramienia będziemy mieli właściwy czas na otwieranie krótkich pozycji. Minimalny zasięg ruchu na SP500, sugerowany przez  RGR to okolice 960 pkt, choć zapewne będzie to nieco głębiej.

Jeśli w piątek 30.10 rzeczywiście było lokalne minimum (poranne kontrakty na USA tak by wskazywały) matryca sugeruje kolejny punkt zwrotny 4.11.09 czyli w 2 dniu posiedzenia FED, wtedy, gdy ogłaszany jest komunikat. Preferowany scenariusz dla szerokich indeksów w USA wyglądałby więc tak - od dziś do wieczornych godzin 4.11.09 czasu polskiego wzrosty w USA (komunikat FED o godz. 20.15) i po komunikacie zwrot w kierunku spadków, a więc ufromowanie się prawego ramienia RGR. Podobnie jak na szerokich indeksach w USA powinien zachowywać sie WIG20 i utworzyć RGR-a w oparciu o minima dzisiejsze i to z 5.10.09.

Jedynym indeksem, który w ramach wzrostów przed FED może jeszcze nawet i zwojować nowy, ciut wyższy szczyt od tego z okolic 22-23.10.09 jest Dow Jones (DJIA). Nie uważam tego za zbyt prawdopodobne, ale mieści się to jeszcze w granicach możliwości. Szersze indeksy w USA a także DAX, CAC40 czy FTSE100 oraz nasz WIG20 nie powinny już dać rady.

Ważne uzupełnienie:

Dziś, 5.11.09, jakiś analityk w CNBC (USA) pokazał możliwość tworzenia się RGR-a na SP500. Co prawda wypowiadał się w tonie "to mało prawdopodobne", ale już sam fakt pojawienia się tego pomysłu w TV zmniejsza prawdopodobieństwo jego realizacji.....

czwartek, 29 października 2009

Ostatnie dni sporo nam wyjaśniają z ogólnej sytuacji. Rzut oka na dzienny wykres Dow Jones Industrial Average więcej powie, niż 1000 słów:

 DJIA daily - trendline is broken

Co istotne - w tym tygodniu mamy klaster "oporów czasowych" Grennblatta w kilku różnych, niezależnych skalach - 161 sesję od dołka z 6.03.2009 (161 to pochodna od 1,618) w dniu 27.10.2009, 233 dzień kalendarzowy od dołka z 6.03.2009 (233 - liczba z ciągu Fibonacci'ego). Jest to także 34 tydzień licząc od tego dołka (34 - znów liczba z ciągu Fibo). Wygląda na to, że tym razem sprawa jest rzeczywiście poważniejsza niż zwykle.

Równie ciekawie przedstawia się wykres indeksu Nasdaq100, gdzie mamy klasyczny sygnał sprzedaży Victor'a Sperandeo, tzw. "1-2-3", nabierający dodatkowej wagi z tej racji, że wystapił on na poziomie 61,8% zniesienia spadków z okresu październik 2007- marzec 2009:

 Nasdaq 100 daily - Sperandeo's 1-2-3 sell signal

Dla tych, którzy nie mieli okazji zapoznać się z książkami Sperandeo pokrótce wyjaśnię, na czym sygnał polega: rynek porusza się nad linią trendu, a poszczególne korekty swymi dołkami wyznaczają przebieg ww. linii trendu (nasza czerwona linia na wykresie). W końcu rynek ustanawia szczyt "1", którego korekta po raz pierwszy od momentu pojawienia się trendu, osiąga dno poniżej linii trendu - "2". Następnie rynek od dołu powraca do przełamanej linii trendu, dotykając ją, ale nie będąc w stanie jej przekroczyć w górę - "3". Po utworzeniu się szczytu 3 sygnał sprzedaży jest już uformowany całkowicie.

Pisałem tu już kilkakrotnie mimochodem o pewnej całkowicie nowej rzeczy, którą testuję. Ponieważ wstępne, "domowe" testy owej "rzeczy" okazują się nad wyraz udane, również testy na dawnych notowaniach wydają się potwierdzać wartość metody, pora przystąpić do części trzeciej testów, nim ostatecznie zdecyduję się opublikować ową "rzecz". Część trzecia polegac bedzie na tym, ze podam tu, w blogu pewne daty w przyszłości i będę razem z Wami, Drodzy Czytelnicy sprawdzać czy owe daty zadziałają.

Konieczne kilka słów wyjaśnienia: owa "rzecz", nazwana przeze mnie roboczo "matrycą", jest systemem okreslania punktów zwrotnych. Matryca pozwala jedynie okreslić gołą datę punktu zwrotnego z dokładnością do plus - minus jednego dnia kalendarzowego od daty wyznaczanej teoretycznie, przy czym podczas pracy na danych z przeszłosci przekonywałem się nie raz ku swemu zaskoczeniu, ze najczęściej daty zgadzały się co do dnia! Matryca  nie pozwala określić, czy bedzie to szczyt czy dołek (może być i to i to), nie pozwala też określić rangi owego punktu zwrotnego. Najczęściej w punktach, wyznaczanych przez matrycę otrzymuje się jedynie kilkudniowe momenty zwrotne , choc czasem metoda daje ciekawsze rezultaty (niestety nadal nie znam zasad określających, kiedy matryca daje malo ważne, a kiedy ważne punkty zwrotne). Ogólnie rzecz biorąc, Matryca jest swego rodzaju pochodną Kalendarza Spiralnego Christopher'a Carolan'a, ale jest znacznie uproszczona w stosunku do niego i jeśli okaże się naprawdę coś warta, bedzie poważnym jego uzupełnieniem, które popchnie całą metodę Kalendarza mocno naprzód. Sama metoda jest przy tym tak prosta, że Matrycę można stosować samodzielnie, nawet nie znając żadnych zasad Kalendarza. Niestety, z pewnych przyczyn, o ktorych będę mógl powiedzieć dopiero po zakończeniu 3 fazy testów, działanie Matrycy ogranicza się do indeksów Dow Jones (DJIA) i SP500. Stosowanie matrycy do np. WIG20 na dzień dzisiejszy nie jest możliwe. Biorąc jednak pod uwagę, jak mocno ostatnio WIG20 koreluje się z USA, sądzę, ze mimo wszystko Matryca może zaciekawić także inwestorów z GPW. To tyle niezbędnych wyjaśnień, pora na obiecane daty:

30.10.2009

 4.11.2009

 6.11.2009

17.11.2009

28.11.2009

1.12.2009

8.12.2009

11.12.2009

17.12.2009

29.12.2009

31.12.2009

Niektóre z otrzymanych dat są względnie prawdopodobne jako chwilowe co najmniej punkty zwrotne i bez matrycy (np 30.10.09 - jako zakończenie miesiąca, częsty drobny punkt zwrotny albo 4.11.2009 - drugi dzień posiedzenia FED; takie dni również bywają częstymi punktami zwrotnymi). W przypadku 28.11.09 otrzymaliśmy sobotę (matryca nie rozróżnia weekendów), więc zapewne chodzi o piątek 27.11.09 lub poniedziałek 31.11.09. W przypadku 4 i 6.11.09 otrzymałem coś, co nazywam "punktem rozmytym" - możliwe, ze chodzi o jedną z tych dat jako punkt zwrotny, a może o obie.W tych dniach, jesli Matryca działa, powinniśmy zaobserwować przynajmniej chwilowe punkty zwrotne na amerykańskich indeksach. Sprawdzajmy to razem Czytelniku i zobaczy, co z tego nam zadziała!

Na koniec z nieco innej beczki:

Pan Prezes NBP Sławomir Skrzypek ostatnio (26.10.09) "dał głos", co mu się niezbyt często zdarza, i rzekł był, ze oczekuje nowej fali umocnienia Złotego. Oddajmy mu głos:

 Warszawa, 26.10.2009 (ISB) - Mocne fundamenty polskiej gospodarki i potwierdzające je ostatnie wyniki oraz związany z nimi powrót zagranicznych inwestycji mogą doprowadzić do nasilenia się presji na aprecjację złotego, uważa prezes Narodowego Banku Polskiego (NBP) Sławomir Skrzypek.

"Mocne fundamenty polskiej gospodarki, relatywnie dobre jej wyniki na tle innych krajów i związany z tym, obserwowany już powrót inwestycji zagranicznych do Polski skłania do opinii, że może nasilić się presja na aprecjację złotego, ale - zdaniem prezesa NBP - wiele przemawia za tym, że kurs złotego będzie bardziej stabilny niż w okresie minionych kilkunastu miesięcy" - podał portal NBPnews.

Skrzypek podkreślił, że potrzeba stabilizacji wartości złotego jest i będzie stale uwzględniana w decyzjach dotyczących polityki pieniężnej. (ISB)

Cóż, Panu Prezesowi możemy tylko pogratulować timingu niemal co do dnia, a Zespołowi analitycznemu NBP pogratulować niezachwianej wiary w to, ze tegoroczne ruchy na PLN wynikają przede wszystkim z "fundamentów polskiej gospodarki". Niestety - bazując na takich a nie innych podstawach NBP wydał prognozę, którą komputerowcy w swym żargonie określają jako : "garbage in - garbage out" czyli "śmieci do - śmieci z", w sam raz bowiem, gdy Pan Prezes oczekuje umocnienia PLNa, ten, jak na złość wziął i zaczął mu się osłabiać :-) co dokumentuje poniższy wykres Euro/PLN:

EUR/PLN daily - breaking trendline

Tak to już bywa z tymi urzędnikami i politykami - to najgorsi inwestorzy, prawie zawsze się mylący:-) Nawiasem mówiąc, to obrazek PLN-a potwierdza to, co wiemy z rynku akcji - "sprytne" pieniądze szukają bezpiecznych przystani i uciekają od ryzyka.

I to tyle na dziś.

PS. Tych, którzy chcieliby zapytać, co sądzę o rozwoju sytuacji w najbliższym okresie na rynkach akcji, odsyłam do końcówki jednego z moich poprzednich wpisów:

http://songmun.blox.pl/2009/10/To-wyglada-na-grubsza-sprawe.html

Na razie moje spojrzenie na ww. temat się nie zmienia. Zobaczymy, czy zachowanie rynku mnie do zmiany tego spojrzenia nie zmusi.

 

poniedziałek, 26 października 2009

Jako wykorzystującemu niektóre techniki analityczne Jeff'a Greenblatt'a, jest mi miło poinformować, że Jeff bedzie prowadził internetowe seminarium na temat swoich metod, na przykładzie indeksu Russell 2000.

Seminarium to jest sponsorowane m.in przez giełdę ICE futures U.S oraz magazyn Futures, dlatego dla jego uczestników jest ono darmowe. Wystarczy się zarejestrować na stronie portalu Futuresmag (link poniżej).

Data seminarium: 28 października 2009 (a więc środa w tym tygodniu), początek o godzinie 4 PM wg czasu CST (strefa czasowa od Montany do Texasu) czyli ok. godz. 23.00 czasu polskiego, o ile czegoś nie pokręciłem po obecnej zmianie czasu :-)

Formularz rejestracyjny na stronie:

http://futuresmag.com/web-seminars/fibo/Pages/default.aspx

Update z dnia 28.10.2009:

Na konto pocztowe, które podaje się przy rejestracji przychodzi e-mail z linkiem, który będzie kierował wprost na seminarium.

 

Update 28.10.2009 godz. 23.10

Oczywiście poknociłem czas, za co przepraszam tych, ktorzy to wzięli za dobrą monetę. Seminarium bylo o 22.00 czasu polskiego i właśnie się skończyło. Na pocieszenie mogę powiedzieć, ze cała prezentacja w powerpoint będzie przez ok. 6 m-cy wisieć gdzieś na Futuresmag.com - obiecuję poszukać i wrzucić namiary tutaj. Niestety nie będzie komentarza słownego Jeffa, przez co sporo się traci :-(

Jeff pokazał sporo nowych rzeczy, które sam musze przetrawić. Wiedziałem , że ostatnio bawi się Gann'em i jak Go znam, to mogłem spodziewać się, ze wyciągnie z Ganna coś zupełnie nowego. Ale to, co naprawdę zrobił, przeszlo moje oczekiwania - wypracował połączenie starych techink Ganna z liczbami Fibo i Lucas'em i swoim spojrzeniem na nie. Oj, bedę musiał na poważniej spojrzeć na Ganna - dotąd sie nie przykładałem do tej techniki prawie wcale.

Potwierdza się moja opinia o Nim- to dziś jeden z najbardziej kreatywnych analityków, tworzących nowe, niezdyskontowane jeszcze techniki. Musze to wszystko na spokojnie przegryźć.

11:09, song_mun , inne
Link Dodaj komentarz »
środa, 21 października 2009

"Wstęgą szos, miedzą pól złoconych, krętą ścieżką poprzez las, po ten kwiat, po ten kwiat czerwony, skoro przyszedł na to czas..." itd,itp.

Aaa, witam Cię, Drogi Czytelniku. W związku z tematem dzisiejszego wpisu tak jakoś mi się przypomniał "przebój" zespołu No To Co z 1968 r. z Opola pt "Po ten kwiat czerwony". Dla niezbyt biegłych w polskiej historii najnowszej - był to czas ofensywy politycznej tzw. "partyzantów" we władzach PRL-u, a także czas "przyjacielskiej" interwencji dzielnych chłopców z Ludowego Wojska Polskiego i innych armii naszego obozu w "opanowanej przez siły reakcyjne" (tak wtedy pisano w gazetach!) Czechoslowacji. "Nie wypadało" wtedy nie śpiewać o wojsku, partyzantach i tym podobnych tematach. "Przyjedź mamo na przysięgę" Trubadurów (jeszcze z Krzysiem Krawczykiem) to kolejny przykład z tamtego czasu. A jak nie o wojsku, to przynajmniej koniecznie coś patriotycznego, o łanach zboża, ziemii ojców itp jak choćby "Powrócisz tu" Ireny Santor. W końcu w 1968 walczono też z kosmopolitami (w domyśle - z pewnej nacji). Ci, którzy się opierali i nie zaśpiewali niczego o armii czy karabinach miewali potem problemy. I to poważne. Mój polski faworyt - Breakout tak właśnie miał w 1968, a jednak Nalepa nie ściął włosów,na co naciskano, nie ubrał scenicznego kostiumu żołnierzyka z AL i nie zawodził smętnie w Opolu o białym krzyżu w polu jak Czerwone Gitary, albo o czerwonym kwiecie, jak No To Co. I tak się po latach porobiło, ze dziś trzeba się wstydzić ówczesnego kunktatorstwa i koniunkturalizmu i udziału w moczarowsko - partyzanckiej hucpie....

Ale, ale - miało być o wstędze, a wyszła mi z tego dygresja o (nie)przyzwoitości muzyków polskich :-) Do tematu i to czym prędzej, nim Czytelnik nie zaśnie z nudów! :-) No to przejdźmy do wstęgi, a konkretniej - do wstęgi Bollingera i tego, co może ona nam ciekawego powiedzieć. Na początek definicja z Wikipedii:

"Wstęga Bollingera to narzędzie analizy technicznej wynalezione przez Johna Bollingera na początku lat 80. XX wieku. Powstała ona na podstawie obserwacji, że zmienność cen jest dynamiczna, a nie statyczna. Zadaniem wstęg jest określanie względnych dołków i szczytów cenowych. Czyli według definicji cena osiąga szczyt przy górnej wstędze, a dołek przy dolnej.Wstęga Bollingera składa się z:

  • środkowej wstęgi – będącej n-okresową średnią ruchomą
  • górnej wstęgi – będącej k-krotnością n-okresowego odchylenia standardowego powyżej środkowej wstęgi
  • dolnej wstęgi – będącej k-krotnością n-okresowego odchylenia standardowego poniżej środkowej wstęgi

Standardowo przyjmuje się: n = 20 i k = 2.

Wstęga Bollingera jest pomocnym i bardzo efektywnym narzędziem przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych. W praktyce obserwuje się odległość górnej wstęgi od dolnej i przez to określa się zmienność rynku – gdy zmienność ta jest duża wówczas dobrą strategią jest sprzedawanie przy górnej wstędze i kupowanie przy dolnej. Jeśli wstęgi są bardzo blisko siebie, znaczy to że rynek jest w konsolidacji – w tej sytuacji należy poczekać na wybicie oraz otwarcie się wstęg."

Tyle sucha definicja. Rzeczywiście, wstęga Bollingera (czyli Bollinger Bands lub BB) o parametrach 20 i 2 jest powszechnie stosowana w analizie technicznej. Ale my dzisiaj zajmiemy się BB o nieco innych parametrach: (13 i 2) i w jednej tylko skali - miesięcznej. Konkretniej - interesować nas będzie co w przeszłości działo się w momencie, gdy indeks S&P500 w ramach odbicia po długich wcześniejszych spadkach zbliżał się do górnego ograniczenia tak skonstruowanej wstęgi Bollingera. Pomimo, że pozornie jest to analiza długoterminowa (wszak wykres miesięczny), to jak zobaczymy za chwilę, wnioski z tej analizy mogą nam pomóc w o wiele krótszym czasie. A dlaczego nas miałoby to w ogóle interesować? Ano dlatego, że obecnie jesteśmy w bardzo podobnej sytuacji. Popatrzmy:

 SP500 monthly & Bollinger bands (13;2.0)

Widać wyraźnie, że indeks S&P500 zbliża się do górnego ramienia wstęgi, obecnie na poziomie 1120 punktów (uwaga - program do obliczeń wartości wstęgi przyjął wczorajsze - 20.10.2009 r zamknięcie sesji jako koniec miesiąca. Rzeczywista wartość miesięcznego zamknięcia S&P500 będzie oczywiście znana 30.10.2009 po 22.00 czasu polskiego, ale można przyjąć , że nie będzie specjalnie wpływać na obraz na wykresie i da poziom górnego ograniczenia wstęgi zbliżony do oszacowanego na bazie wczorajszego zamknięcia). Proszę zwrócić uwagę na pewien istotny szczegół: do niedawna górne ramię wstęgi Bollingera opadało, obecnie zaczyna się wypłaszczać w reakcji na kilkumiesięczne już wzrosty indeksu, które nastapiły po wcześniejszych mocnych i długotrwałych spadkach.

Przegląd przeszłych zachowań indeksu w podobnym momencie zacznijmy od wzrostu z 2003 r., który kończył poprzednią bessę:

 SP500 monthly 2003 + Bol Bands (13;2.0)

Sytuacja podobna do obecnej: mocne spadki 2000-2002(03), potem bardzo silny wzrost w 2003 r. , górne ramię wstęgi przekręca się ze spadków na ruch boczny. Indeks dotyka górnego ramienia i...następuje ok. 2 miesięczny ruch boczny, nim indeks dalej ruszy do góry. Spójrzmy teraz na rok 1975, z którym często porównywana jest przez wielu analityków obecna sytuacja:

 SP500 monthly 1975 + Bol bands 13;2.0

I znowu podobnie - dotknięcie i prawie 3 miesiące korekty, tym razem silniejszej niż w 2003 r, nim rynek dalej zaczął maszerować w górę. Drobna różnica - rynek 2 razy dotykał górnego ramienia wstęgi, nim zdecydował się ostatecznie skorygować. Popatrzmy teraz na rok 1938, w którym również wielu analityków poszukuje analogii do obecnej sytuacji:

 SP500 monthly 1938+ Bol bands 13;2.0

To samo- rynek dotyka górnego ramienia wstęgi w układzie podobnym do obecnego i następuje solidny spadek! Czyżbyśmy znaleźli ograniczonego, ale jednak Świętego Graala analizy technicznej, który zawsze nam wskaże właściwy kierunek na rynku? Niestety - Świętego Graala nikt jeszcze nie znalazł i pewnie w przyszłości nie znajdzie - pora więc przestudiować te przypadki, gdy nasz schemat nie zadziałał. Zacznijmy od lat 1947-49. Po silnych spadkach z lat 1946-47 nasz schemat ładnie zadział w roku 1947. Potem, w 1948 r., wyjście poza wstęgę znowu zepchnęło rynek w długą korektę - ten przypadek jest nieco dyskusyjny, gdyż nie spełnia wszystkich kryteriów podobieństwa sytuacji do tej z 2009 r., ale niech bedzie, że zaliczymy go na plus. Sytuacja z 1949 roku odbiega od naszego schematu - rynek dotyka górnego ramienia wstęgi, zalicza króciutką korektę w ramach jednego miesiąca (świeca doji w niebieskim kółku, czyli ten krzyżyk otoczony białymi prostokątami) i już w następnym miesiącu kontynuuje ostry marsz w górę:

 S&P500 monthly 1947-49 + Bol bands 13;2.0

Co ciekawe, identyczny obrazek dostajemy w 1982 roku (wykresu tu nie załączyłem, ale jeśli temat Cię zaciekawił, Czytelniku, polecam osobiste przyjrzenie się wykresowi w ramach zadania domowego) - tam również indeks dotyka górnej wstęgi, koryguje tylko w ramach jednego miesiąca i ostro rusza do góry dalej. Co łączy te dwa przypadki? Oba są momentami startu długotrwałej, wieloletniej hossy i dojście do górnego ramienia wstęgi następuje w obu przypadkach nieco szybciej, niż obecnie - rynek ma nieco krótszy(procentowo) dystans do pokonania od dołka do momentu dotknięcia górnego ramienia. Dobra, to są 2 historyczne momenty startu wielkiej hossy. W to, że teraz mielibyśmy znowu z czymś takim do czynienia raczej trudno uwierzyć. Czyli gdy mamy odbicie w ramach rynku niedźwiedzia, to nasz schemat działa zawsze? No niezupełnie...Znalazłem jeden przypadek, gdy w ramach rynku niedźwiedzia, objawiającego się szerokim trendem bocznym z pierwszej połowy lat 70-tych i końcówki 60-tych XX wieku, nasz schemat nie zadziałał. Zresztą, sam zobacz, Czytelniku:

 SP500 monthly 1966-72 + Bol bands 13;2.0

Podobnie jak w latach 1947-49, pierwsze dotknięcie zadziałało, problem pojawił się dopiero przy drugim dotknięciu. A więc sumarycznie wygląda na to, że nasz schemat mimo wszystko powinien zadziałać, wszak będzie to dopiero pierwsze dotknięcie. I tak właśnie prognozuję - to powinno zadziałać. Dokąd więc S&P 500 mógłby mniej więcej sięgać swym szczytem tak, by zrealizować nasz schemat? Patrząc na rynek od strony Fal Elliotta obrazek jest niestety nieco zamglony i niejednoznaczny. Ale zakładając, że ruch od marca '09 to trójka a-b-c, nasuwają mi się 2 możliwe zasięgi - okolice 1160 punktów, jeśli fala a byłaby równa długością fali c, jak na wykresie poniżej, albo używając dość rzadko występującej proporcji, gdy fala c jest równa 0,866 fali a (dla przypomnienia - 0,866 to pierwiastek z 3 podzielony przez dwa), szczyt byłby wyznaczany na poziomie ok. 1130 pkt.

 SP500 daily + elliott wave

Ten drugi wariant jest o tyle bardziej interesujący, że w tym przypadku mielibyśmy niemal idealne dotknięcie górnego ramienia wstęgi, jak w naszym schemacie, w tym pierwszym przypadku nastąpiłoby zapewne chwilowe wyjście poza wstęgę. A dlaczego nie mogloby być jak w 1971?Odpowiedź jest krótka: wykupienie rynku , nastroje inwestorów oraz to, co rysuje nasz stary przyjaciel Nasdaq100, a czego się spodziewałem już co najmniej od momentu, gdy tworzyłem wpis pt "Pierwsze oznaki zmęczenia". Ten indeks zbliża się do strefy 61,8% zniesienia całości spadków z lat 2007-09,  a 14 tygodniowy RSI rysuje podwójny szczyt w strefie wykupienia, dokładnie tak, jak tego oczekiwałem w "Pierwszych oznakach...":

 Nasdaq100 weekly+ RSI(14)

To tyle ode mnie na dzisiaj.

środa, 07 października 2009

Na grubszą korektę przyjdzie nam jeszcze chwilkę poczekać - trochę przedwcześnie ją ogłosiłem. Ponieważ jeden obraz wart jest 1000 słów, popatrzmy przez chwilę, dlaczego. Oto 5 minutowy wykres S&P500 z ostatniego miesiąca:

 S&P500 intraday

Widac wyraźnie 3-falową, a nie 5 falową korektę - wnioski? To, co mialo być grubszą korektą, okazało się jedynie powrotem do 50-sesyjnej średniej arytmetycznej w formie prostego zygzaka a-b-c. Czeka nas wkrótce nowy szczyt, choć niekoniecznie już zaraz z marszu. Ta czerwona linia na dziennym SP500 może nieco przeszkadzać:

 S&P500 daily 50+200dMA

Tak a propos linii. Indeks Dow Jones Industrial Average wydaje się ostatnio dawać lepsze sygnały - tu nie doszło jeszcze do przebicia linii trendu. Wygląda na to, że "ta grubsza sprawa" będzie dopiero w momencie przełamania przez DJIA swojej linii trendu. Tu także 50-sesyjna średnia okazała się wsparciem:

 DJIA Daily + 50 and 200 dMA

Rentowność amerykańskich obligacji rządowych z długiego końca krzywej potwierdza wcześniejszą interpretację - pieniądze wracają do bezpiecznej przystani, a ostatni wzrost rentowności wygląda jak zwykła nawrotka do przebitego wsparcia. Średnioterminowo to bardzo niedobrze dla rynku akcji. W czasach hossy lat 90-tych wchodzenie pieniędzy w obligacje rządu USA zazwyczaj zapowiadało analogiczny proces w odniesieniu do rynku akcji, ale ta zależność zanikła wraz z rozpoczęciem trendu spadkowego na USD w okolicach przełomu 2001/2002:

 10Y T-Notes yield

Skoro już o USD mowa - Dolar jest już bardzo mocno wyprzedany (14-tygodniowy RSI blisko 30 pkt) i wygląda, jakby szukał dna. Ale to poszukiwanie może jeszcze chwilkę potrwać. Czy znajdzie je w okolicy 76 pkt (czerwona linia)? To dość prawdopodobne, ale nie wyciągałbym z tego jakichś przedwczesnych wniosków.Ostatnie ruchy na Dollar Index Future (DXY) wyglądają jak formowanie się klina końcowego (dwie niebieskie linie na wykresie), ale nie warto wyprzedzać rynku i ogłaszać jego uformowanie, nim ono rzeczywiście nastąpi. Pozwólmy rynkowi potwierdzić nasze przypuszczenia, bądź je obalić. Takze i dla tego rynku napływ pieniędzy na rynek obligacji jest sygnałem ostrzegawczym, co do możliwego w średnim terminie znacznego umocnienia się USD:

 DXY weekly + RSI(14)

Reasumując: zabawa we wzrosty na rynkach, cechujących się większym ryzykiem chwilkę jeszcze potrwa. Układ, który obecnie się wytwarza, sugeruje możliwość równoczesnego zwrotu na rynkach metali szlachetnych, akcji, walut (EUR/USD+ waluty emerging markets) oraz większości towarów  (na kierunek w dół), z wystąpieniem analogicznego zwrotu na USD, tylko w przeciwnym kierunku (w górę). A więc znowu płynność zadecyduje...

Ten zbliżający się szczyt na rynkach akcji będzie wykazywał wszelkie możliwe techniczne dywergencje, jakie tylko można sobie wymyślić. Strategia? Kto jest szybki i lubi działać z palcem na cynglu w krótkim terminie, może ryzykować powiększanie pozycji, kto nie jest, nie powinien powiększać posiadanych długich a raczej stopniowo zaciskać sell stopy. Wczorajszy,6.10.2009 r. wzrost w USA pokazał, jak może kończyć się przedwczesne wejście w krótkie pozycje. Większość tego wzrostu zrobili Ci, którzy w popłochu zamykali niedawno otwarte krótkie. Na własnej skórze przekonali się, że sygnał sprzedaży rzadko kiedy jest tożsamy z sygnałem do otwarcia krótkiej pozycji. Osobiście otwieram krótkie dopiero wtedy, gdy zobaczę, że nowy niższy szczyt się uformował (mówiąc Elliottem: po zobaczeniu 5-falowego spadku i zakończeniu jego 3 falowej korekty). Owszem, jest to strata pewnej części ruchu w dół, ale w zamian za to poważnie zmniejsza się ryzyko załapania się na wyciskanie krótkich (short squeeze), taki jak wczoraj.

 PS. W przyszłym tygodniu 12-18.10.09 nie będzie mnie - jadę poszukać pierwszego śniegu. W takich razach zawsze dla higieny psychicznej trzymam się z daleka od komputera i rynków. Dzięki temu po powrocie mam świeższe i nieskażone spojrzenie:-)

10:51, song_mun
Link Komentarze (5) »
niedziela, 04 października 2009

No i sprawdziło się. Moje ostatnie przypuszczenia, że rynek zrobił szczyt 24.09.09 i że w okolicy 30.09.09 będzie szczyt korekcyjnego odbicia, w pełni zostały potwierdzone przez rynek.

A więc mamy spadki. I to szczerze powiedziawszy, wyglądające o wiele poważniej niż wszystkie dotychczasowe od marca 2009. Rzut oka na dzienny S&P500 w zasadzie wyjaśnia wszystko:

S&P500 daily - half year bull is dead

A dlaczego tak sądzę?

Samo przebicie linii trendu jest dość poważną poszlaką, ale to trochę mało. O wiele istotniejszy sygnał wysyłają tu amerykańskie obligacje rządowe z długiego końca krzywej rentowności (czyli 10 letnie T-Notes i 30 letnie T-bonds). Z początkiem roku 2009 pieniądze z rynku obligacji zaczęły odpływać w poszukiwaniu bardziej ryzykownych instrumentów, ale za to dających wyższe zwroty z inwestycji. Ten napływ świeżego pieniądza ruszył większość rynków w górę, od rynków akcyjnych począwszy, przez metale przemysłowe i szlachetne, na walutach emerging markets (w tym i naszym PLN) skończywszy.

Teraz wahadło zmienia kierunek na od ryzyka do bezpieczeństwa. Dolary będą uciekać z ryzykownych instrumentów ku "bezpiecznym". To oznacza ponowny wzrost cen amerykańskich obligacji rządowych oraz mocniejsze spadki na giełdach akcji, spadki cen towarów, walut krajów EM (w tym i PLN-a), a także umacnianie się USD i być może JPY do większości światowych walut.

Poniższy wykres rentowności 10-letnich T-Notes doskonale to obrazuje. Przypomnę, że wykres rentowności należy czytać "odwrotnie" - czyli jeśli na wykresie jest wzrost, to ceny obligacji spadają, ich rentowność rośnie, a pieniądze wychodzą z rynku obligacji. Analogicznie - spadki rentowności oznaczają wzrost ceny obligacji i napływ pieniędzy na ten rynek. Rentowność uformowała dołek w kształcie podwójnego dna pod koniec roku 2008, po czym zaczęła rosnąć (widać, że z początkiem roku 2009 fundusze zaczęły wycofywać gotówkę z bezpiecznych lokat). Rosła do końca pierwszej dekady czerwca 2009, zrobiła szczyt i weszła w trend boczny. Kontynuowało się to do ostatniego tygodnia, gdy nastąpiło wybicie dołem z tego trendu. Już wcześniejsze połamanie linii trendu (różowej) w sierpniu 2009 świadczyło o ostrożnym napływie pieniędzy na rynek obligacji. Zeszłotygodniowe wybicie dołem z trendu bocznego (czyli wybicie górą cen obligacji) nie pozostawia złudzeń - pieniądze chowają się do bezpiecznej przystani, a spadki na rynkach akcji potrwają znacznie dłużej, niż to, co obserwowaliśmy przez ostatnie pół roku. Będą też znacznie głębsze. Proszę zwrócić uwagę, ze przełamanie czerwonej linii na wykresie S&P500 i czerwonej linii na wykresie rentowności 10Y T-Notes nastapiło w tym samym momencie czasowym:

10 Y T_Notes yield daily

Skoro już jesteśmy przy amerykańskich obligacjach, to teraz mała, ale niezwykle ważna dygresja. Przez media oraz fora internetowe przetoczyła się w tym roku fala obaw co do silnego wzrostu inflacji. Wielu mówiących i piszących przestrzegało wręcz przed wybuchem hiperinflacji, twierdząc, że za chwilę Świat stanie się jedna wielką Republiką Weimarską "no bo przecież Oni drukują...." osobliwie celowali w tym Gold Bugs (czyli niepoprawne "złote byki", dla których cena złota może tylko rosnąć), ale i "poważni" ekonomiści wyrażali podobne obawy. By nie szukać daleko w pamięci - tak okolo lipca '09 np. jeden z najbardziej medialnych profesorów ekonomii, Witold Orłowski, bodaj w kilku gazetach, w tym w "Polityce" zamieścił był artykuły w podobnym tonie, choć oczywiście dużo bardziej wyważonymi słowami niż Gold Bugs i w bezpieczniejszej formie, z użyciem wielu "jeśli" i "być może".

Wszyscy Ci straszący nas wielką inflacją popełniali jeden, zasadniczy błąd w rozumowaniu: widzieli tylko jedną stronę równania, czyli "drukowanie" (ściślej - emisję kredytu w formie elektronicznej przez banki centralne), zapominali zaś o tym, że równolegle w bilansach banków doszlo do "zniszczenia" pieniądza na wielką skalę wskutek znacznych spadków wartości aktywów tychże banków. To, że np. USA wycofało się z zasady księgowania mark-to-market spowodowało, że owo zniszczenie pieniądza stalo się "niewidoczne" dla przeciętnego zjadacza chleba. Ale od profesora ekonomii można chyba wymagać więcej? Aby inflacja w USA rosła, musi gwałtownie wzrosnąć ilość kredytów, udzielanych przez banki konsumentom i przemysłowi. Tymczasem co mamy? Stały spadek ilości nowo udzielanych kredytów. Wystarczy spojrzeć na ten wykres, (trzeba się nieco wysilić, by dojrzeć w plątaninie kolorowych linii), ze wbrew różnego rodzaju statystykom agregatów pieniężnych (M1, M2, M3 itp) strzelającym pod niebiosa, ilość nowo udzielanych kredytów systematycznie spada (pozycje: bank credit i consumer credit - źródło NowandFutures.com):

Money and  new credit

Na szczęście jest "ktoś" kto cały czas pamięta o dwóch stronach równania, a będąc niezmiernie czułym na przyszłą inflację, szybko reaguje na pojawienie się rzeczywistych zagrożeń inflacyjnych. Tym "kimś" jest rynek długoterminowych obligacji rządowych. No to popatrzmy na zachowanie najdłuższych obligacji rządu USA - 30 letnich, w okresie od 1981 r do dziś (wykres tygodniowy):

30Y T-bonds long term

I wszystko jasne. Wyraźny ruch rentowności w górę z okresu marzec - czerwiec 2009 okazał się niczym więcej, jak tylko zwykłą korektą w nadal trwającym dezinflacyjnym trendzie, który zaczął się w 1981 r., i który najprawdopodobniej nie zakończy się wcześniej, nim zobaczymy wyraźną deflację w USA (ta dotychczasowa jest mało wyraźna) a potem zdecydowane wyjście z niej. Ten wzrost rentowności najprawdopodobniej wynikał przede wszystkim z przesuwania się kapitału od bezpieczeństwa do ryzyka. Dziś obserwujemy początek odwrotnego procesu.

Na przyszłość, Czytelniku, nim pobiegniesz do sklepu wykupić ostatni kilogram cukru, bo od jutra będzie hiperinflacja jak w Republice Weimarskiej, popatrz najpierw na długoterminowy wykres rentowności 30-letnich obligacji rządu USA. Zanim nie zobaczysz przebitej tej widocznej na wykresie czerwonej linii, traktuj wszystkich, straszących Cię inflacją czy hiperinflacją z dużą rezerwą - Ty masz do dyspozycji weryfikatora ich słów. On zawczasu Cię ostrzeże, gdy zagrożenie dużą inflacją rzeczywiście się pojawi, przełamując w górę tę czerwoną linię.

Jest też jeszcze inny możliwy powód przyszłego przełamania tej linii - Świat straci wiarę w to, że USA są w stanie oddać całość pożyczonych pieniędzy i zacznie uciekać z amerykańskich obligacji pomimo braku zagrożenia inflacją w Stanach. Jak pokazuje powyższy wykres, na razie możemy spać spokojnie - także i ten wariant póki co nam nie grozi. Ten wykres pozwala nam zajrzeć, co naprawdę stoi za słowami, wypowiadanymi przez chińskich, rosyjskich itd. polityków, ze dolar umiera, a oni szukają innych walut rezerwowych (proszę pamiętać, ze banki centralne trzymają swe rezerwy walutowe nie w "sejfach", a w najbezpieczniejszych obligacjach danego kraju, którego waluta stanowi rezerwę).  Na razie NIC  za tym nie stoi. Jeśli robią jakieś ruchy, by się zdywersyfikować, to są to ruchy bardzo niewielkie. Wygląda to na zwykły bluff i próbę utargowania czegoś istotnego z ich punktu widzenia od USA; obligacje całej sprawy nie zauważały.

Wróćmy do głównego tematu. Jeśli jest to głębszy spadek, to jak może wyglądać jego scenariusz? Na razie widzę 2 różne scenariusze- "zielony" i "czerwony":

 S&P500 daily 2 scenarios

Proszę nie przejmować się czasowym zakresem ruchu, gdyż w ogóle nie było to przedmiotem analizy. Scenariusz zielony zakłada, że za parę miesięcy rynek akcji ponownie ruszy do góry, zapowiadając pojawienie się sygnałów wyraźniejszego ożywienia gospodarczego, dotychczasowe bowiem wbrew ekonomicznemu konsensusowi wyglądają kiepsko. Wystarczy choćby spojrzeć na dane statystyczne amerykańskiego transportu kolejowego, który jest czułym miernikiem sytuacji gospodarczej:

 http://railfax.transmatch.com/

http://www.aar.org/NewsAndEvents/~/media/AAR/RailTimeIndicators/Rail%20Time%20Indicators%20September%202009.ashx

Choć generalnie za bardziej prawdopodobny uważam scenariusz zielony, nadal nie mogę wykluczyć, że rozgrywamy wersję czerwoną. Sądzę, że sprawa wyjaśni się w okolicach średniej 200 sesyjnej (200dMA). Średnia ta jest istotnym składnikiem wielu strategii kupna inwestorów instytucjonalnych, wielu z nich podejmuje trwalsze zakupy dopiero wtedy, gdy indeks jest powyżej swej średniej z 200 sesji. To tam powinniśmy uzyskać odpowiedź co do przyszłości i "koloru" rozgrywanego scenariusza.

PS. Przepraszam za gorszą jakość wykresów. Ostatnio mam jakieś problemy z kartą graficzną i monitorem. Mam nadzieję, ze mimo wszystko są one czytelne.

poniedziałek, 28 września 2009

Jako uzupełnienie do poprzedniej notki chciałbym podrzucić tu linka do pracy Carolana z 1998 r., za którą otrzymał On wtedy Nagrodę Charles'a Dow'a (Charles Dow Award).

Niegdyś praca ta znajdowała się na stronie www. Chrisa Carolana, potem znikła, myślałem, że bezpowrotnie usunął ją z sieci, ale niedawno znalazłem ją na stronie Market Technicians Association (tekst w pdf w języku angielskim). Naprawdę warto:

 

http://www.mta.org/eweb/docs/1998DowAward.pdf

 

Ta praca jest istotnym uzupełnieniem do mojego ostatniego wpisu. Cenny jest zwłaszcza opis i analiza jesiennych panik sprzed 1915 roku Gorąco polecam!

17:02, song_mun
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 24 września 2009

Panika to bardzo ciekawe zjawisko, od czasu do czasu pojawiające się na każdym rynku. Zjawiska tego praktycznie nie sposób do końca przewidzieć. Nadal bardzo niewiele wiemy o mechanizmach, powodujących paniczne zachowanie mas na rynku.

Generalnie, mamy 2 rodzaje paniki. Pierwszy - tzw. panika końcowa, towarzyszy trwającym dłużej spadkom. W pewnym momencie , gdy nastroje rynkowe są już bardzo pesymistyczne, nagle "wszystkim" puszczają nerwy i rzucają się na oślep do sprzedaży. Jak sama nazwa wskazuje, panika taka pojawia się na sam koniec spadków - jest ona dość dobrze znana Zarządzającym wielkimi funduszami, którzy często w tym momencie, widząc silne już technicznie wyprzedanie (np. 14 dniowy oscylator RSI znacznie poniżej 20 pkt) decydują się na kupno. Rzeczywiście, po tego typu panice najczęściej przychodzi przesilenie. Nie znaczy to, Czytelniku, bym zachęcał Cię do kupowania w czasie paniki końcowej (lub każdej innej). Wręcz przeciwnie - stanowczo to odradzam! Powstrzymywanie rynku w czasie paniki zostawmy Wielkim. Oni mają na to środki finansowe, w odróżnieniu od nas, małych, a jeśli nawet się pomylą, to co najwyżej wyślą listy wyjaśniające do nabywców ich jednostek udziałowych, w których napiszą, że co prawda ponieśli stratę netto, ale i  tak są lepsi niż ich benchmark :-).

To nie ich pieniądze, więc strata nie jest dla nich osobiście bolesna. Co innego my, mali. Ryzykujemy nasze własne pieniądze, a ich utrata boli nas bezpośrednio - z tego właśnie powodu odradzam Ci, Czytelniku, próbowanie szukania dna w czasie paniki. Możesz oczywiście "na sucho" zgadywać, czy panika zatrzyma się na tym, czy innym wsparciu, (takie ćwiczenie jest nawet przydatne, bo uczy Cię rozpoznawania tych naprawdę ważnych wsparć) ale w żadnym wypadku nie rób tego swoimi pieniędzmi - w czasie paniki szansa, że się mylisz, jest o wiele większa, niż ta, że masz rację.

 W panice końcowej biorą udział najczęściej zupełnie zieloni, przypadkowi inwestorzy, ponadto  tzw. twardziele (czyli Ci, którzy wytrzymywali na stratach dotychczasową jazdę w dół), łapacze spadających noży, kupujący na spadkach "bo już jest bardzo tanio" i niektórzy wielcy inwestorzy. Każdy inwestor, pamiętający o zasadzie czekania na "wbicie się" spadającego noża, nie będzie przez panikę końcową dotknięty; uniknięcie jej jest więc względnie łatwe.

Drugi rodzaj paniki jest bardziej zwodniczy. Ta panika pojawia się w pobliżu szczytów i wciąga w swój wir o wiele szersze masy inwestorów. Najpierw rynek robi szczyt po dłuższym wzroście – na wykresach poniżej opisany jako „primary top” (Przypominam, że angielskie opisy wykresów wynikają z tego, że zdecydowałem się ułatwiać życie tym kilku osobom, które czasem tu zaglądają z poziomu translatorów Google’a, co sugeruje, że nie są to osoby, znające język polski).

Szczyt ten po czasie okaże się dość istotnym średnio- lub długoterminowo, ale w czasie jego formowania mało kto o tym wie. Nastroje szerokich mas są bardzo dobre - wszyscy oczekują dalszych wzrostów. Rynek powoli zaczyna spadać. Trend się zmienił, ale prawie nikt tego jeszcze nie rozpoznał. Szerokie masy interpretują spadek jako dobrą okazję do kupna. I rzeczywiście - po pewnym czasie rynek tworzy krótkoterminowy dołek. Rzesze inwestorów, zwłaszcza tych drobnych są w euforii - skończyła się korekta, można znów kupować. Rynek rośnie, korygując zasadniczą część wcześniejszych spadków, ale, co istotne, nie przekracza szczytu, który uformował się wcześniej. Jednocześnie nastroje inwestorów są tak dobre, jakby ten szczyt został już przekroczony. Formuje się drugi szczyt, nieco niższy od tego pierwszego (secondary top na wykresach). Często podczas jego formowania się nastroje tłumu są jeszcze lepsze, niż w czasie formowania się tego ważnego średnioterminowo szczytu. To właśnie wtedy można przeczytać "kosmiczne" prognozy dalszych wzrostów, dawane przez wielu, nieraz ogólnie szanowanych analityków, jak i przez szary tłum spekulantów. To w tej fazie w 1929 r. znany ekonomista Irving Fischer powiedział (czego później się już zawsze wstydził), że "osiągnęliśmy nowy, stały wysoki poziom cen akcji". W końcu pojawia się niemiłe zaskoczenie: rynek zamiast ruszać dalej w górę ku nowym szczytom, oczekiwanym przez optymistyczną większość, zaczyna spadać. Słabe początkowo spadki szybko przeobrażają się w lawinę, która "zasypuje" wszystkie zlecenia kupna. Nagle wszyscy rzucają się do panicznej sprzedaży, a ceny akcji gwałtownie spadają. Panika kończy się tak samo nagle, jak się pojawiła, a dno, które wyznacza jej koniec, staje się ważnym wsparciem technicznym. Często rynek usiłuje potem przetestować to dno, z reguły z marnym skutkiem. Nawet jeśli dojdzie do przełamania tego dna, to jest to przełamanie krótkotrwałe, po którym następuje szybki nawrót powyżej przełamanego dna paniki i co najmniej istotna korekta dotychczasowego spadku (jeśli długoterminowy trend zmienił się na spadkowy, jak w 1929) lub kontynuacja wzrostów (jeśli trend mimo wszystko się nie zmienił, jak w 1987).

Podsumowując- schemat tego typu paniki wygląda następująco: szczyt główny (primary top), lekki spadek, po nim słabszy wzrost, zakończony niższym szczytem (secondary top), potem coraz silniejsze spadki, przechodzace w panikę; panika robi dno - silne technicznie wsparcie; rynek próbuje testu tego dna, ale zazwyczaj dno takiego testu wypada powyżej dna paniki (test nieudany), ewentualnie jest on na krótko przekraczany (wariant z 1929 r.), po czym nastepuje przynajmniej korekta dotychczasowych spadków. Wykresy:

Wariant "najmocniejszy" - rok 1997, test dna paniki nie dociera do okolic minimum:

 October 1997 panic - structure

Wariant pośredni - rok 1987, test dna dociera w pobliże okolic minimum czasu paniki, ale wypada wyraźnie wyżej:

 DJIA - panic 1987 -structure

I na koniec wariant "najsłabszy" - rok 1929 - test udany, dno przełamane, ale przełamanie to jest pułapką:

 Djia - panic 1929- structure

Pewnie zauważyłeś już Czytelniku, że pokazuję Ci przykłady jesiennych (konkretniej - październikowych) panik z przeszłości. Także tytuł wpisu jest sugestywny - czyżbym spodziewał się jesiennej paniki w najbliższym czasie? Pozwól, że na razie na to pytanie nie odpowiem.

Pisałem wyżej, że niewiele o panikach wiemy. Nie jest jednak tak, że nie wiemy absolutnie nic. Przynajmniej o jednym z rodzajów paniki, panice jesiennej (najczęściej październikowej) wiemy cokolwiek dzięki pracy Christophera Carolana. Carolanowi udało się podać 2 wskazówki, które pozwalają określić momenty zwiększonego prawdopodobieństwa wystąpienia jesiennej paniki, o których za chwilę. Od siebie dołożyłbym jeszcze jedną, absolutnie podstawową: przed paniką tego typu powinniśmy mieć duży optymizm na rynku.

 Oddajmy na chwilę głos samemu Carolan'owi:

"W każdym z powyższych przykładów paniki giełdowej [zamieszczonych w książce - przyp. mój] nów wypadał dwa i pół roku przed październikowym szczytem, w okresie od jednego dnia przed do 10 dni po równonocy wiosennej. Nigdy (w tym okienku czasowym) nie było pełni. Jest to ważny dla dalszych prognoz warunek wstepny wystąpienia październikowego [panicznego - przyp. mój] spadku cen" (Christopher Carolan "Kalendarz spiralny")

Czytelników, którzy nie zetknęli się dotąd  z kalendarzem spiralnym Carolana i zastanawiają się w tej w chwili "Co to do diaska jest?" zachęcam do zapoznania się z poniższym linkiem, gdzie znaleźć można podstawy kalendarza spiralnego, ściślej jeden z jego elementów - tzw metodę "okienek". Dla pełniejszego obrazu tematu sugerowałbym jednak przeczytanie wspomnianej wyżej ksiązki, z której pochodził cytat:

http://bossa.pl/index.jsp?layout=2&page=0&news_cat_id=216

Powyższy cytat to pierwszy warunek wystąpienia październikowej paniki. Został nam warunek drugi:

- około 927 dni (dopuszczalny przedział 924-930, najczęściej w okolicy 926 dnia) po tym nowiu robi się szczyt i po nim następuje panika.

Pora na moją odpowiedź - czy spodziewam się jesiennej paniki? Zobaczmy czy w tym roku warunek pierwszy się sprawdza? Niezupełnie - ok. 2,5 roku temu nów był 19.03.2007 r o godzinie 2h 48 min czasu GMT . Tymczasem równonoc wiosenna w 2007 r miała miejsce 21 marca o 0h07m a więc znacznie ponad dobę później - do paniki nie powinno dojść. Tylko jak ścisły jest ów warunek Carolana?

Nie wiem i to był jeden z tematów, który chciałem zweryfikować.

Chciałem początkowo zająć się statystyczną weryfikacją podanych wyżej warunków Carolana i sprawdzić rzeczywistą „siłę” tych warunków w oparciu o historyczne notowania indeksu Dow Jones Industrial Average od jego początku tj. od 1896 r. jednak ten temat z powodu braku czasu w trakcie badań zszedł mi na plan dalszy. Ponadto znalazłem coś o wiele bardziej interesującego i o tym przede wszystkim będzie część II "Zabaw z Carolanem" – to weryfikacji tej sprawy poświęciłem znaczną część owego brakującego czasu. Nawiasem mówiąc weryfikacja tych obserwacji nadal trwa i nie jest skończona, ale jej dotychczasowe wyniki  są bardzo zachęcające – albo wyjdzie z tego wręcz zupełnie nowa reguła, albo przynajmniej ciekawostka, która z pewnością Cię, Czytelniku zainteresuje.

Pierwotnie miałem zamiar przyjrzeć się uważnie każdemu z wystąpień pierwszego warunku Carolana w okresie, obejmowanym przez historię indeksu Dow Jones Industrial Average. Jest tych przypadków aż 53 od roku 1896 do dziś, więc pracy z tym będzie sporo – bo tematu tak łatwo nie odpuszczę. Chcę poszukać dodatkowych warunków, powodujących, że do jesiennej paniki dochodzi, albo nie. Osobiście uważam, że wyniki obserwacji Carolana, jakkolwiek przełomowe w całym myśleniu o jesiennych panikach, pozostawiają spory niedosyt – mam wrażenie, że jedynie dotknął On istoty problemu. Nie wiem czy mi się to uda. Jak się nie uda, pozostawię sprawę na poziomie statystycznym i tylko statystyczne wyniki tu przedstawię. Ten temat zostawiam sobie na bliżej nieokreśloną przyszłość i wpis, który będzie częścią III „Zabaw z Carolanem”.

Proszę zauważyć, że nic nie mówię o panikach, pojawiających się w innych niż październik terminach – o tym krótko wspomnę w części II, ale tu nadal nie ma żadnych ciekawych badań i wniosków (no może nie do końca). W części II wyjaśnię też, cóż to za "magiczna" cyfra 927 (ściślej 927,7) i powiem o innej, o wiele ważniejszej jak się okazuje cyfrze.

Mówiliśmy już wyżej o pierwszym warunku Carolana w odniesieniu do sytuacji tegorocznej, pora na warunek drugi – około 927 dni po nowiu równonocy wiosennej robi się szczyt i po nim panika. Wszystkie "secondary tops" na powyższych wykresach są właśnie takimi szczytami, pojawiającymi się te około 927 dni po pełni równonocy wiosennej. W tym roku szczyt taki musiałby wystąpić w przedziale od 28.09 do 4.10.2009 (dopuszczalne 924-930 dni) ze wskazaniem na 926 dzień czyli 30.09.2009 r - to nawet dość dobrze współgrałoby z oczekiwanym przeze mnie window dressing (podciąganiem aktywów przez fundusze) z okazji końca III kwartału. Z częściowej zaledwie obróbki owych 53 przypadków warunku pierwszego już wiem, że nawet jeśli nie dochodzi do paniki, bardzo często w okolicach 927 dnia tworzy się jakiś punkt zwrotny. I tak np. nów z 29.03.2006 r., spełniający pierwszy warunek Carolana, spowodował pojawienie się 926 dni po, czyli 10.10.2008 r. istotnego dna, które kończyło najsilniejszą część zeszłorocznych spadków. Rok 2008 jest też ciekawy z innego względu – przed owym 926 dniem były silne spadki. Jak to się ma do warunków Carolana? To też chciałbym, o ile możliwe, przeanalizować dokładniej.

 Jak rozumieć 2 warunki Carolana?

Na razie jest tak: Każda październikowa panika je spełnia (także te XIX wieczne paniki z tego okresu, które analizował Carolan, a którymi z braku wystarczających ilości danych ja się nie zajmowałem) ale nie każde pojawienie się 2 warunków Carolana jest od razu tożsame ze 100% pewnością wystąpienia październikowej paniki – to tylko oznacza, że prawdopodobieństwo jej pojawienia się znacząco wzrasta.

Podsumowując ten wpis - panika w tym roku raczej nie powinna wystąpić, jeśli warunek pierwszy Carolana jest „ostry”. Nie jestem jednak pewny jego "ostrości" (nie wykonałem całości badań weryfikujących dla wszystkich przypadków) więc ostrożność drogi Czytelniku mimo wszystko nie zawadzi.

Tak czy tak jesteśmy już bardzo mocno wykupieni zarówno w skali dziennej jak i tygodniowej, co pokazują poniższe dzienne i tygodniowe wykresy indeksów S&P500 i Nasdaq100,  ryzyko spadków w najbliższym czasie jest już na tyle duże, że zalecałbym co najmniej mocno zacieśnić sell-stopy na posiadanych walorach, jeśli nie wręcz zamykanie posiadanych długich pozycji na jakichś korzystnych poziomach, których wybór pozostawiam Tobie, Czytelniku, ze względu na Twoją strategię inwestycyjną. Także fakt, że parę dni temu polski WIG20 stał się na moment najsilniejszym indeksem Świata jest wymowny – takie rzeczy zdarzają się najczęściej w końcówce wzrostów. Zwraca również uwagę dywergencja między RSI a samym indeksem S&P500, co sugeruje, że tym razem spadki mogą być znacząco głębsze, niż te, które obserwowaliśmy dotychczas od marca 2009.

 Jest całkiem prawdopodobne, że wczoraj, 23.09.2009 r. mieliśmy już szczyt na amerykańskich indeksach – jeśli tak się stanie, przypomnę Ci o tym Czytelniku w części II „Zabaw z Carolanem”,  gdyż prognozę tę daję częściowo na bazie zjawisk, które chciałbym w tym wpisie szerzej omówić, a które jeszcze są w fazie weryfikacji. Jeśli tak jest,  to oczekiwałbym teraz krótkich spadków, po nich 2-3 dniowego wzrostu ze szczytem w okolicach 30.09.2009, niższym od wczorajszego, po czym wyraźniejszej już kontynuacji spadków z początkiem października, ale bez panicznych ruchów.

Proszę zwrócić uwagę na poniższych obrazkach, że na dziennym wykresie indeksu S&P500 pojawił się już klasyczny sygnał sprzedaży, dany przez RSI(14) – silny spadek oscylatora poniżej 70 punktów po wcześniejszym wyrysowaniu w okolicach 70 punktów kilku coraz niższych szczytów i dołków. To kolejny powód do tego, by co najmniej zacieśnić sell-stopy na posiadanych długich pozycjach:

NDX daily+RSI(14)

NDX weekly+14 week RSI

SPX daily+RSI(14)

SPX weekly+RSI(14)

Na koniec nie mogłem sobie odmówić tej odrobiny przyjemności i jako miłośnik japońskiego haiku nie zamieścić takiego oto wierszyka,  który idealnie oddaje nastrój chwili. Haiku, co w kulturze zachodniej jest dość słabo rozumiane, jest swego rodzaju „słownym zdjęciem” chwili, takim błyskiem Rzeczywistości. Wiem, że podobnie robi Robert Prechter w niektórych ze swoich biuletynów, ale zapewniam, że to nie pod jego wpływem i  nie z tego powodu:-):

Jesienny księżyc,

Przypływ pieni się

U samej bramy.

 Basho (1644-1695)

 

niedziela, 13 września 2009

Dziś będą 2 tematy. Zacznijmy od pierwszego.

Natural Gas to jeden z ostatnich już towarów, który właśnie zakończył silny trend spadkowy, zaczęty w zeszłym roku. Zakończył go w bardzo ciekawym stylu. Oto tygodniowy wykres kontynuacyjny kontraktów terminowych na gaz ziemny - Natural Gas Futures. Widać wyraźnie niedawną obronę długoterminowej linii trendu, sięgającej swymi początkami roku 1992:

Natural Gas - deffenc of support

Obrona ta na dziennym wykresie świec japońskich przybrała postać układu dwóch świec zwanego „objęciem hossy” (ang. engulfing bullish line – wewnątrz czerwonej elipsy), charakteryzującego się tym, że wcześniejszy, pierwszy, czarny korpus świecy (obrazujący spadkową sesję), jest całkowicie obejmowany przez następujący zaraz po nim dłuższy biały korpus (obrazujący sesję wzrostową). Początek tego białego korpusu wypada niżej niż najniższy punkt poprzedniego czarnego korpusu (zamknięcie dnia poprzedniego), a jego koniec (zamknięcie) wypada wyżej, niż otwarcie z dnia poprzedniego (najwyższy punkt poprzedniego czarnego korpusu). W efekcie biały korpus drugiej świecy niejako „obejmuje” wcześniejszy, mniejszy czarny. Pojawienie się tej formacji świecowej w trendzie spadkowym oznacza, że niedźwiedzie (grający na spadki) słabną, a byki (grający na wzrosty) zaczynają przejmować kontrolę nad rynkiem. Aby objęcie hossy miało znaczenie prognostyczne, powinno zostać potwierdzone przez następną sesję, której zamknięcie powinno być wyższe, niż zamknięcie białego korpusu, tworzącego objęcie hossy, przy czym kolor tej kolejnej świecy nie ma znaczenia.

 Dla przypomnienia Czytelnikom, niezbyt obeznanym z japońskimi technikami świecowymi: jeśli zamknięcie sesji wypada wyżej, niż jej otwarcie, korpus świecy na wykresie ma kolor biały, jeśli wypada niżej – kolor korpusu na wykresie jest czarny. Pojawiające się powyżej lub poniżej korpusu pojedyncze linie, nazywane są w Polsce górnym lub dolnym „cieniem”, rzadziej „knotem” świecy. Górny cień powstaje wtedy, gdy dzienne maksimum notowań znajduje się wyżej niż otwarcie i zamknięcie sesji, analogicznie dolny cień pojawia się na wykresie wtedy, gdy minimum danej sesji wypada niżej, niż jej otwarcie i zamknięcie.

 Na wykresie dziennym Natural Gas widzimy, że kolejna, biała świeca potwierdza prognostyczne znaczenie formacji objęcia hossy i wskazuje na zmianę jakościową, jaka zaszła na tym rynku:

Nat Gas engulfing bullish line

Podobną formację objęcia hossy, do tej widocznej w układzie dziennym, widać również na wykresie tygodniowym. Mamy tu dodatkowo długi dolny cień, widoczny jako element pierwszej, czarnej świecy wskazujący, że rynek nie potrafił  na dłużej zagrzać miejsca poniżej zamknięcia zeszłego tygodnia, gdzie wyraźnie byki przejęły inicjatywę. Z oczywistych względów na razie brak jest potwierdzenia takiego tygodniowego układu świecowego:

Nat Gas weekly engulfing bullish line

Przy okazji, patrząc na tygodniowy wykres Natural Gas, możemy zauważyć podręcznikową wręcz ilustrację znanej z analizy technicznej zasady „zmiany biegunów”. Minima cenowe, które pojawiały się w latach 2003, 2004 i 2006, utworzyły silne wsparcie na poziomie 4,4 –4,5 USD/mmBtu (dolarów za milion „brytyjskich jednostek cieplnych” – British termal units). Silny spadek, który rozpoczął się w połowie 2008 r. niejako „z marszu” przełamał to wsparcie na początku 2009. Przełamany poziom wsparcia stał się oporem (poziom „zmienił znak”), dla późniejszej próby wzrostu, zbyt silnym do pokonania,  co zaowocowało kontynuacją spadków aż do września:

 Nat Gas changing polarity rule

Co istotne, odwrócenie trendu następuje w okresie tradycyjnie korzystnym dla ceny gazu ziemnego, tj. w momencie, gdy półkula północna przygotowuje się do sezonu grzewczego:

 Nat Gas seasonal

Dokąd ten wzrost mógłby sięgnąć? Kluczowym oporem wydaje się pokazany już wcześniej poziom 4,4-4,5 USD/mmBtu. O ile sądzę, że poziom ten najprawdopodobniej "zadziała" jako opór, o tyle podejrzewam, ze jego działanie bedzie chwilowe i spowoduje on jedynie czasową korektę, po której ostatecznie zostanie przełamany. Wtedy otworzy się droga w górę. Minimalny możliwy zasięg wzrostów to moim zdaniem okolice 5,1 USD/mmBtu czyli rejon 23,6% zniesienia poprzednich spadków. Rejon ten zakończy wzrosty tylko w przypadku, gdy Gaz ziemny jest nadal w długotrwałym silnym rynku niedźwiedzia. Korekty spadków kończą się na tym poziomie rzadko i jeśli tak się dzieje, są wczesnym ostrzeżeniem przed nadchodzącą po ich zakończeniu kontynuacją silnych spadków. Ponieważ sądzę, ze tak nie jest, dlatego oczekuję wzrostów Natural Gas co najmniej do poziomu 38,2% zniesienia czyli okolic 6,7 USD/mmBtu a wcale się nie zdziwię, jeśli ostateczny szczyt wyrysowany bedzie jeszcze wyżej:

Nat Gas - Fibonacci retracements

W tej chwili w trendach spadkowych pozostały już tylko zboża, ale i tu zaczyna się robić ciekawie - np. na rynku pszenicy ostatni raport COT (Commitment of Traders), publikowany przez CFTC (Commodity Futures Trading Commision - takie KPWiG dla rynku towarowego w USA) pokazał rekordową ilość otwartych długich pozycji przez Commercials - czyli podmioty otwierające pozycje na rynku celem zabezpieczenia odpowiedniej ceny zakupu/ sprzedaży fizycznego zboża. Pszenica nadal jest jeszcze w trendzie spadkowym, ale to oznacza, że cena jest już bardzo niska. Commercials jako grupa podejrzewają, ze spadki się kończą, a otwierając długie pozycje, zabezpieczają się przed przyszłym, oczekiwanym wzrostem ceny:

 Wheat Futures - COT

Gdy za chwilę zboża zakończą spadki, nie będzie już ani jednego towaru, ktory pozostawałby w trendzie spadkowym. Co to znaczy? Tyle, że deflacja, występujaca obecnie w niektórych krajach Świata (Irlandia, Tajlandia, Hiszpania, USA) wkrótce powinna ustąpić i to bez wywołania spirali deflacyjnej (a więc sukces banków centralnych, ktore o to właśnie walczyły), a ożywienie, o którym na razie głównie słyszymy, rzeczywiście zaczyna nadchodzić. Ale czy to oznacza, że teraz już tylko lepiej? Owszem, przez jakiś czas tak będzie. Jednak to ożywienie bedzie krótkie. Dlaczego? Spójrzmy na poniższy wykres:

Option ARM resets

O co w tym wykresie chodzi? Przedstawia on przyszłą wielkość reset'ów tzw. "Opcyjnych kredytów hipotecznych ze zmienną stopą procentową" (Option ARM). Pod koniec nieruchomościowej bańki w USA, był to bardzo modny rodzaj kredytu. Wielu ludzi kupowało domy w tym systemie kredytowania ze względu na początkową zachętę - tzw. teaser rate, czyli obniżone płatności początkowe. Jak to wyglądało w praktyce?

Kupowało się np. dom za powiedzmy $700,000 w Orange County. Początkowo rata (teaser rate)  wynosiła 1% miesięcznie  czyli ~$600. Ten sam dom, gdyby go wynająć, trzeba by zapłacić ok. $2200 miesięcznie czynszu. Za 600 USD/miesiąc nie da się wynająć porządnego domu w Orange County. Gdy nadchodzi reset, kończą się płatności według teaser rate i płatności skaczą do normalnego rozmiaru czyli w obecnych warunkach 6-10% rocznie, w zależności od historii kredytowej nabywcy (na bazie rentowności 10 lub 30-letnich obligacji rządowych + odpowiednia marża bankowa). Spora część tych kredytów udzielona była przy niepełnej dokumentacji kredytobiorców, wiele z nich popularnie nazywanych było "liar loans" czyli pożyczki dla kłamców.

Większość z tych, którzy brali kredyty Option ARM "zero down" (bez początkowej wpłaty własnej) nie będzie miało ochoty ich spłacać w normalnej wysokości ( na którą ich zresztą obecnie w większości nie stać). Będą wiec płacić tylko do resetu i wtedy oddadzą klucze kredytodawcy, a sami poszukają tańszego lokum. Czy to jest duży problem? Pewnie że tak. Takich pożyczek udzielono na sumę 2,4 biliona USD. Ilu z kredytobiorców tak postąpi? Nie wiem, podejrzewam, że wielu. Mamy więc w efekcie banki, które zostaną z nieruchomościami w aktywach, zapewne z dużą ich liczbą, co z pewnością zatrzyma akcję kredytową i spowoduje nową falę spadków cen nieruchomości w USA. Od resetu do oddania klucza pewnie minie trochę czasu, ale juz dziś śmiało można powiedzieć, że problem dotyczy głównie lat 2012-13, choć pierwsze podmuchy wichury mogą przyjść już w 2011.

To właśnie są ziarna przyszłej recesji i nawrotu deflacji, którą teraz wydaje się żegnamy. Ona wróci, oby tylko nie przynosząc nam spirali deflacyjnej.

sobota, 05 września 2009

 To się nam porobiło z tym złotem...ale do rzeczy.

Na początek chciałbym podziękować Freddy’iemu K. za dostarczenie linka do ostatniej analizy rynku złota, wypuszczonej przez Glenna Neely’ego w dniu 31.08.09 r. Czytelnik może zapoznać się z tym materiałem w poniższym linku (w języku angielskim):

http://www.traders-talk.com/mb2/index.php?act=attach&type=post&id=12983

Zawsze z dużą ciekawością czytam to, co pisze Glenn Neely. Falami Elliotta posługuję się dość długo, (będzie już naście lat) ale dopiero po przeczytaniu książki Neely'ego (tytuł jest w dziale "Literatura" z możliwością pobrania z sieci)zacząłem naprawdę rozumieć zarówno zasady i możliwości, jak i ograniczenia (a jest ich całkiem sporo) tej teorii.

Przedstawione powyżej spojrzenie Neely’ego na rynek złota dało mi impuls do uważniejszego samodzielnego przyjrzenia się żółtemu metalowi  i zastanowienia się, co z tego wszystkiego wynika.
Glenn Neely widzi na rynku złota jedną z figur, odkrytych już po napisaniu ksiązki "Mastering Elliott Wave", w ramach działania jego nowego projektu pod nazwą Neowave, stanowiącego jego zdaniem rozszerzenie Teorii Fal Elliotta, a mianowicie „trójkąt neutralny” (Neutral Triangle). Schemat tejże figury, pochodzący z materiałów szkoleniowych Neowave, wraz z krótkim opisem niektórych jej cech przedstawia poniższy obrazek: 

Neely's

Dodatkowo, na końcu owego "trójkata - nietrójkąta" jest (w linkowanym wyżej materiale) coś, co Neely nazywa "Diametric Formation" (skośny, załamany kanał z gwiazdkami w okolicach ekstremów). Pojawienie się "diametric" 'a zazwyczaj zwiastuje nadchodzące wybicie. Rzeczywiście, wybicie nadeszło. Niewątpliwy plus dla Neely'ego, gdyż przewidział je jeszcze przed jego zaistnieniem.

To, co teraz zrobię, jest z mojej strony pewnego rodzaju obrazoburstwem :-) Pozwolę sobie nie zgodzić się z Neely'm. Osobiście bowiem widzę temat nieco inaczej – uważam, że to, co widzimy w ostatnich dniach na rynku złota jest wybiciem ze zwykłego trójkąta zbieżnego (contracting triangle), jak pokazałem to na poniższym wykresie:

 Gold spot daily - thrust from triangle

Taki  typ trójkąta sam Neely określa nazwą „trójkąt ograniczający” (contracting limiting triangle) – wybicie z niego wystąpiło w klasycznym momencie, pomiędzy 60 a 80% czasu, jaki upływa między momentem rozpoczęcia formowania się trójkąta, a jego „apeksem” – czyli miejscem przecięcia się 2 linii, ograniczających trójkąt. Mamy tu również zachowaną „regułę 4 punktów”. Reguła ta mówi, że aby trójkąt był ważną formacją, jedynie 2 jego wierzchołki i dwa jego dna mogą stykać się z liniami, ograniczającymi obszar jego formowania się. Co najmniej 1 wierzchołek i dno powinny albo lekko przekraczać linie, ograniczające trójkąt i potem wracać do obszaru jego formowania, albo nie dochodzić do tych linii i pozostawać wewnątrz obszaru, ograniczonego zbieżnymi liniami. Jeśli 3 wierzchołki i/lub 3 dna stykają się z liniami ograniczającymi trójkąt, do interpretacji tej figury należy podchodzić bardzo ostrożnie, gdyż najprawdopodobniej jest to coś zupełnie innego

Reasumując powyższe – ja dostrzegam tu zwykły „klasyczny” trójkąt, powszechnie znany z wielu podręczników analizy technicznej.
Po tym przydługim wstępie, będącym w zasadzie dyskusją „między nami Elliottowcami”, pora przejść do kwestii :Co dalej?

Tu między Neely’m a moim spojrzeniem krótkoterminowo wielkiej różnicy nie ma –wybicie czy to z jego trójkąta, czy z „mojego”, zapowiada dalszy wzrost cen złota. Po chwilowej korekcie, stanowiącej nawrotkę w kierunku przełamanej linii, ograniczającej trójkąt od góry, powinien nastapić dalszy marsz w górę. Niezależnie, czy rację ma któryś z nas, czy też może nawet obaj się mylimy, najbliższy okres czasu powinien być korzystny dla cen złota. Jeśli spojrzeć na wykres sezonowy cen tego metalu, to jesteśmy teraz praktycznie w najlepszym statystycznie momencie do tego, by złoto rosło. Oto uśrednione i nałożone na siebie zachowanie kontraktów futures na zloto z ostatnich 32 lat. Taki i inne wykresy sezonowe innych towarów czy indeksów możesz Czytelniku znaleźć, klikając w link pt. "Wykresy sezonowe"  w zakładce Skrzynka z narzędziami na tym blogu.Widac wyraźnie, że jesteśmy teraz w środku okresu statystycznie niezwykle korzystnego dla złota. Uwaga natury technicznej - Dimitri Speck zamieszcza pod ww. linkiem również uśrednione statystycznie zachowanie sezonowe cen zlota spot za ostatnie 37 lat. Ja specjalnie wybrałem sezonowy wykres futures, bo na nim wyraźniej widać ten obecnie dobry czas dla zlota:

Gold seasonal - last 32 years

 Nie należy się przejować wartościami bezwzględnymi na skali pionowej wykresu, służą one tylko zobrazowaniu typowego zachowania złota w różnych okresach roku. Wykres wyraźnie pokazuje, że okres początek sierpnia - połowa października jest na ogół bardzo korzystny dla cen żółtego metalu.

 Załóżmy przez chwilę, ze to ja mam rację, a nie Neely. Poniżej przedstawiam, jak powinna zachowywać się cena złota, jesli moje oznaczenie jest prawdziwe. Wszystkie poziomy cenowe, podane nizej dotyczą rynku złota spot:

1. Docelowy zasięg ruchu, wynikający z wybicia z trójkąta powinien mieścić się w przedziale między 75% a 261,8% x długość fali a (najdłuższej w trójkącie), odłożonej od fali e trójkąta (932 USD/oz). Długość fali a wynosi 141,3 USD (1006,1-864,8 USD), po wykonaniu niezbędnych obliczeń otrzymujemy więc przedział 1038 jako minimum i 1302 USD/oz jako górną granicę zasięgu wybicia. Swoją drogą czy 141,3 nie jest pochodną od pierwiastka z 2 (1,4142...)?

2. Wg klasycznej analizy technicznej minimalny zasięg wybicia z trójkąta wyznacza długość najdłuższej fali ( u mnie fali a) odłożonej od miejsca wybicia ponad linię w górę (poziom 975 USD/oz) Dodając 141,3 otrzymujemy 1116,3 USD/oz. Takie klasyczne spojrzenie dość rzadko się sprawdza, ale dla porządku je podaję.

3. Szczyt kończący ruch w górę po wybiciu się z takiego trójkąta ma tendencję  do formowania się w okienku czasowym, zbliżonym do czasowego miejsca występowania apexu (miejsca przecięcia linii, wyznaczających trójkąt). Idealnie na wykresie takie przecięcia wychodzi mi 27.10.2009r. oznaczałoby to, że wzrosty powinny trwać do drugiej polowy października - połowy listopada.

4. Po uformowaniu się szczytu, bedącego konsekwencją wybicia z limiting triangle, rynek ma silną tendencję do tego, by nadchodzące po nim spadki sprowadzały cenę waloru co najmniej w okolice apexu, a często poniżej. Na moim wykresie są to okolice 965 USD/oz. Z reguly taki spadek trwa krócej, niż poprzedzający go wzrost.

Z grubsza więc, jeśli mam rację, wyglądałoby to tak:

Gold - contracting triangle prognose

 

Ostatecznie, (a sądząc z tego linka na początku Neely bylby podobnego zdania) obecne wybicie z trójkąta uważam za początek fali C zygzaka, który zacząłby się w listopadzie 2008 falą A (ruch pomiędzy różowym zerem i szczytem, oznaczonym literą A - aha, teraz po publikacji zauważyłem - różowe 0 na wykresie powinno być przesunięte do listopadowego dołka na poziomie 700 USD - przepraszam, mój błąd!), zaś sam trójkat byłby falą B zygzaka, co jest dość częstym układem w zygzakach. Jeśli tak, to możemy się pokusić o próbe określenia, dokąd może sięgnąć wzrost ceny zlota w oparciu o założenie istnienia wzajemnych proporcji fal A i C względem siebie. Owszem, czasami jest tak w zygzaku, że fale A i C nie są w żadnej proporcji długościowej względem siebie, częściej jednak jakiś rodzaj wzajemnych proporcji się spotyka. Pod spodem zestawiłem statystycznie najczęściej występujące proporcje między falami A i C, ktore jednocześnie spełniają warunek nie przekraczania w górę przedziału 1038-1302 (minimum - maksimum zasięgu wybicia). Ze względu na możliwość prawidlowych oznaczeń falowych, przyjmuję, ze początek fali A wypada nie w minimum październikowym, a w listopadowym, na poziomie 700,4 USD. Fala A miałaby więc długość 1006,1 - 700,4 = 305,7 USD:

1 Najczęstsza statystycznie proporcja A = C czyli do dna fali B (932 USD/oz) dodajemy 305,7 = 1238 USD/oz

2. Druga pod względem częstotliwości opcja: C = 0,618xA. W takim przypadku otrzymujemy 1121 USD/oz

3. Dużo rzadsza proporcja: C=0,5xA. Otrzymujemy 1085 USD/oz

4. Kolejny rzadszy wariant: C=1,236xA - otrzymujemy 1310 USD/oz - niewielkie, jeszcze dopuszczalne przekroczenie  górnej granicy

5. Kolejna, rzadsza proporcja: C= 0,382xA = 1048USD/oz

Jeśli fale A i C rzeczywiście będą połączone jakimiś proporcjami (częstszy przypadek niż brak proporcji) - rynek powinien zatrzymać się w okolicy któregoś z ww. poziomów i tam zrobić szczyt . Patrząc na zeszlotygodniowe ruchy złota należałoby raczej wykluczyć, by poziomem zatrzymania były opory poniżej 1100 USD/oz. Bardzo  często te niższe poziomy tworzą chwilowe opory dla ruchu, dlatego mimo wszystko je tu zamieściłem. No chyba, ze obaj z Neely'm mylimy się co do trojkątów - wtedy wszystkie poziomy mogą być w grze.

Dobrze, a dlaczego nic nie mówię o wielkiej hossie na złocie, takich 5 falach i wzrostach podobnych do tych z lat 2001-2008? Z prostego powodu. To, co Neely i ja oznaczamy jako (różne, ale jednak) trójkąty musialoby być falą 2 takiej hossy, a odcinek 0 do A jej falą pierwszą. I właśnie tu jest wyjaśnienie - trójkąt nigdy nie pojawia się w fali 2, tak więc wielką hossę w kosmos możemy przynajmniej na razie wykluczyć. To, co widać na rynku zlota od marca 2008 to tak naprawdę wielki ruch boczny. I trójkąt, z którego się właśnie wybijamy jest kolejnym tego faktu potwierdzeniem.

Owszem, będziemy mieć przekroczenie szczytu z marca '08, ale tak naprawdę to jest to (w dużo mniejszej skali) coś podobnego jak ruch Dow Jones'a od 2000 r. DJIA przebił się sporo ponad szczyt z tamtego roku, ale dziś jest już mocno poniżej. To samo będzie czekać zloto - wróci poniżej 1030 USD/oz - szczytu z marca 2008. I choć dolną granicą takiego spadku może być nawet i 550 USD/oz, gdzie jest betonowe wsparcie dla ruchu bocznego (spadek tam w obecnej sytuacji trzeba uznać za mało prawdopodobny), to to, ze pokolebiemy się jeszcze trochę w bok jest wysoce prawdopodobne. Na pocieszenie "złotych byków" moge tylko powiedzieć, że taki trend boczny nie oznacza negacji hossy na tym metalu, a tylko jej odłożenie w czasie do lepszego momentu...

Na koniec muszę się do czegoś przyznać: w tym roku 2 razy pomyliłem się co do rynku zlota. Czy mogę się mylić tym razem też ? Ależ oczywiście - to się nazywa prawo serii :-)

Z drugiej strony - do 3 razy sztuka - pora, żeby mi się udało :-)

A Ty, Szanowny Czytelniku zdecyduj, która z ww. opcji jest Ci bliższa.

 
1 , 2 , 3