Rynki, Gospodarka, Polityka, Społeczeństwo, Świat, czasem muzyka i metafizyka
środa, 03 lutego 2010

Dzisiejszy wpis będzie przede wszystkim skierowany do zwolenników Teorii Fal Elliotta. Wiem, że pozostałych Czytelników temat może aż tak bardzo nie interesować, ale od czasu do czasu miewam potrzebę wypowiedzi co do ciekawszych aspektów rynków z punktu widzenia Fal.

W poprzednim wpisie obiecałem zająć się kwestią wystąpienia lub nie wystąpienia 5 fal w strukturze spadkowej. Czas spełnić obietnicę.

W ostatnich paru dniach w internecie zaroiło się od analityków Fal Elliotta, widzących taką strukturę w ramach ostatnich spadków S&P500 czy też DJIA. Tak właśnie widzi rzecz popularny blog Daneric, również Yelnick (link w zakładce) skłania się ku takiemu liczeniu fal, publikując ten oto wykres Michael'a Eckert'a, znanego bardziej jako Columbia, pochodzący z jego bloga:

http://ewtrendsandcharts.blogspot.com/2010/02/monday-updates.html

 Columbia 5 waves down on S&P500

Ładna 5 falowa struktura klasyczna, idealna według podręcznika. Jak dla mnie zbyt "ładna". 

Osobiście nie lubię biegać w tłumie :-) i jeśli zbyt wielu ludzi niezależnie od siebie widzi to samo, to pomimo, że sam niedawno uważałem podobnie (kto czytał poprzedni wpis - wie), zaczynam się zastanawiać nad możliwością innego spojrzenia na sprawę. Wystarczyło się uważniej przyjrzeć powiększonemu wykresowi S&P500 intraday, zwłaszcza tej części, którą Columbia ( i konsensus analityków falowych) oznacza jako sekwencję fal 3-4-5 (27-29 styczeń 2010) by od razu znaleźć mankamenty jego liczenia. Nie ma to jak zoom :

 S&P500 10/01/27-29 5 waves? Where?

Kto tu znajdzie pięć fal w strukturze, ktorą Columbia oznacza jako falę nr 5 niebieską?

Jeśli to nie struktura pięciofalowa, no to co w takim razie? Coś, co najchętniej "symuluje" pięciofalową akcję impulsową czyli zygzak. Patrząc na indeks S&P500 obraz wygląda na nieco zagmatwany i niejednoznaczny, ale jeśli tylko spojrzeć na 24 h notowania ES (kontraktów mini na S&P500) obraz wyraźnie się klaruje :

 ES 5 min wave count - zigzag!

A co z tego wynika? Ano to, że niestety fale Elliotta nie będą nam w łatwy sposób podpowiadać, co czeka nas za rogiem i że w wielu momentach lepiej bedzie inwestować na bazie starych sprawdzonych systemów oscylatorowych, które ma się mniej lub bardziej wypracowane, gdyż szykuje nam się rynek bardzo trudny do odczytywania. Instynkt podpowiada mi, że zaczęliśmy korektę całego wzrostu od marca 2009, ale niestety nie mam na to żadnych dowodów, choć patrząc na wykres takiego Goldman Sachs (GS), można by być tego niemal pewnym. Pocieszeniem dla byków jest to, że wbrew twierdzeniom Prechtera, nie zaczęliśmy już teraz spadków, które sprowadzą nas poniżej dołków z marca 2009 - zygzak w formie takiej jak ten na wykresie powyżej wyklucza tę możliwość. Mój scenariusz, że rok 2010 będzie jakimś rodzajem ruchu bocznego, takim kolebaniem się pomiędzy niedawnym szczytem a rejonem trochę powyżej dołków z marca 2009 nadal jest w mocy, a powyższy zygzak wydaje się go wzmacniać.

Przy okazji - jeśli zygzak wykaże równość fal W i Y czerwonych (najczęstsza statystycznie zależność) to ES (SP500 e minis) powinny zdjąć 79 punktów od swego szczytu, który za chwilę ustanowią. Ja założyłem tu 61% zdjęcie poprzedzających spadków w okolicach 1116 punktów, ale to tylko założenie nie poparte jakąś głębszą analizą poza zależnościami statystycznymi. Wtedy dołek fali Y czerwone byłby na poziomie 1037. Dołek może być też niżej, gdyż na szybkich spadkach (a te były dość szybkie i dynamiczne) fale Y mają tendencję do bycia dłuższymi od fal W.

Swoją drogą ciekawe, jak ten zygzak ładnie "podszywa się" pod 5 falowy ruch. Idealna wprost mimikra, która pozwoliła mi dość dokładnie wyznaczyć poziom zwrotu na podstawie paru zależności i proporcji najczęściej występujących między falami(poprzedni wpis!) na okolice 1070 pomimo błędnego, jak się dziś okazuje oznaczenia fal.

P.S. Po 20 lutego bedę miał trochę więcej czasu i wtedy powinienem wreszcie zamknąć wpis na temat Matrycy, który już 2 razy przeredagowywałem

Po prostu będąc
Jestem tutaj -
W śnieżycy.

Issa (1763-1827)

u mnie za oknem też śnieżyca :-)

 

 

Update po sesji 4.02.2010 w USA:

Będzie bez wykresów,  tylko tekst i w luźnym związku z wpisem powyżej:

To wszystko "śmierdzi" mi poważniejszym odbiciem i wygląda tak, jakbyśmy wczoraj mieli raczej kulminację sprzedaży na rynkach niż rozpędzanie się ku nowym minimom.
Patrząc po tym, co globalnie działo się z jenem wygląda to tak, jakby wczoraj wszyscy, stosujący jenowy carry trade zapragnęli oddać Japończykom ich pieniądze, nieważne po jakim kursie. Przy okazji możemy zobaczyć w "co" oni te pieniądze pakowali wcześniej – właśnie te aktywa traciły wczoraj najmocniej: (złoto, srebro, spółki górnicze, banki, waluty krajów surowcowych w relacji do jena, także nasz polski złoty).

 Na indeksach w USA widać "bycze" dywergencje między indeksem a dziennym RSI(14) czyli: indeks zrobił nowe minimum ( i to w jakim stylu!), a RSI nie. Podobna sytuacja nawiasem mówiąc widoczna jest na eur/usd - euro robiło wczoraj nowe minima, a RSI nie, a także np. na złocie.
Tego typu dywergencje są charakterystyczne dla...trendów spadkowych (sic! -takie krótkoterminowe bycze dywergencje nie pojawiają się w trendach wzrostowych) i często sygnalizują właśnie przesilenia sprzedaży i chęć rynku do poważniejszego, korekcyjnego odbicia.

Punkty zwrotne prognozowane przez Matrycę (na bazie indeksu Dow Jones IA) w ostatnim czasie przedstawiam poniżej. Przypomnę, ze Matryca „pracuje” z dokładnością plus minus jednego dnia od ścisłej daty i określa samo miejsce zwrotu, nie podając jego istotności ani tego, czy będzie to dno czy szczyt:

30.01.10 (sobota) – zwrot wypadł 29.01

4.02.10 ciekawy sygnał –  matryca sugerowała zaledwie jednodniowy zwrot i tym razem odczyt dotyczyłby chyba bardziej punktu zwrotnego 3.02. Sygnał zlekceważyłem, ze względu na stosowany kilkudniowy filtr między otrzymywanymi sygnałami (staram się nie zwracać uwagi na sygnały sąsiadujące o 1 dzień) a wczorajszy dzień świadczyłby o tym, że akurat w tym miejscu byłoby to błędem(?)

5.02.10 – czyżby dzisiaj (ewentualnie wczoraj) wyraźny dołek? Jeśli tak, to rzeczywiście punkt 3.02.
11.02.10
16.02.10
18.02.10
23.02.10
25.02.10
3.03.10


Moim zdaniem S&P500 spróbuje wrócić do rejonu, skąd zaczął ostatni ruch spadkowy (okolice 1100), by potem kontynuować spadki;  analogicznie polski WIG20 będzie próbował po dzisiejszym dołku w okolicy 2220-2230 dotknąć rejonu 2400, nim ponownie przejdzie do większych spadków.

A co jeśli się mylę? Alternatywa niestety jest przykra – bardzo silne spadki po marnym, krótkotrwałym odbiciu, ale jakoś nie bardzo mi to pasuje, patrząc na zachowanie RSI .

wtorek, 26 stycznia 2010

Nie ukrywam, że z rosnącym zainteresowaniem obserwuję ostatnio rynki akcji. Jest parę czynników, sugerujących, że właśnie zmienia nam się trend na spadkowy. Zacznijmy od najmniej istotnego. Oto wykres francuskiego indeksu CAC40. Proszę zwrócić uwagę, jak ładnie czerwona linia wyłapywała wszystkie korekty od marca 2009. Teraz przestała:

CAC40 daily and trendline

Ciekawie zrobiło się też na amerykańskim Dow Jones Industrial Average, którego dzienny wykres pokazuję poniżej. Proszę zwrócić uwagę jak ładnie w okresie wzrostów dzienny RSI(14) utrzymywał się w strefie 80/40 pkt (powyżej różowej linii), co jest charakterystyczne dla trendu wzrostowego. Ostatnie spadki po raz pierwszy zepchnęły oscylator poniżej tej strefy, co sugerowałoby zakończenie średnioterminowych wzrostów. Jeśli rzeczywiście w dalszym ciągu zobaczymy, że RSI(14) zacznie nam się poruszać oscylując w strefie 60/20, będzie to kolejny powód do tego, by podejrzewać zmianę średnioterminowego trendu:

 DJIA &RSI14

Żeby nie było tak prosto - ani Nasdaq ani Nasdaq100 nie pokazuje tego samego zjawiska, a na S&P500 nie jest ono tak wyraźne. Oczywiście na wszystkich tych indeksach RSI jest już nisko z powodu siły ostatnich spadków, ale takiego zachowania oscylatora za bardzo się tam nie zaobserwuje. Kto powiedział, że rynki muszą iść po sznurku za podręcznikowymi zasadami?

Jeśli rzeczywiście mamy do czynienia ze zmianą trendu, to najbliższe dni powinny przebiagać pod znakiem formowania się 5 falowej struktury spadkowej, takiej, jak na poniższym wykresie intraday indeksu S&P500:

 S&P500 intraday - 5 waves down in motion?

Oczywiście rzecz wymaga potwierdzenia lub zaprzeczenia. Obiecuję, że dopiszę update na ten temat, przynajmniej w formie paru zdań pod spodem tej notki, jesli zobaczę, że rynek potwierdza/zaprzecza formowaniu się 5 falowej struktury spadkowej. Wstępnie można stwierdzić, że jeśli formuje się nam takowa struktura, to rejon wczorajszych szczytów intraday powinien być oporem, który skutecznie powstrzyma zapędy byków (czerwona pozioma linia na wykresie, nie powinna być przekraczana o więcej niż 2-3 punkty intraday, a zamknięcie sesji powinno zawsze wypadać poniżej tej linii) . Najbliższe dni powinny upływać na wahaniach między poziomem 1105 a 1080/1070 (może być trochę niżej)z równoczesnym formowaniem się co raz to niższych dołków. Następnie zobaczymy "3 w górę" (Zielone a-b-c na wykresie), znoszącą tak z 50% - 78% poprzedzających spadków (jeśli więcej niż 78% rzecz zacznie być podejrzana), a dopiero potem powinien nastąpić zasadniczy ruch w dół, który wykorzystam do otwarcia krótkich. Dlaczego dopiero wtedy? To kwestia ochrony kapitału i zabezpieczenia przed możliwością pomyłki, co do oceny sytuacji na rynku.

Obecnie jestem bez pozycji, bo AT dała sygnały sprzedaży, czyli zamknięcia długiej. Ale do otwarcia krótkiej trzeba czegoś więcej. Nawet, jeśli rzeczywiście mamy trend spadkowy, trzeba pamiętać, że pierwsza korekta znosi zasadniczą część dotychczasowych spadków (najczęściej owe 50-78%), a nic tak bardzo nie frustruje tradera, jak  wyrzucenie na stopie w sytuacji, gdy ma się rację :-), zwłaszcza, jeśli ten stop z zasady założony jest szeroko, bo trzeba uwzględnić siłę korekcyjnego ruchu w górę. Wolę to przeczekać bez nadmiaru adrenaliny z boku do momentu, aż prawdopodobieństwo sukcesu będzie wyraźnie po mojej stronie :-).

czwartek, 14 stycznia 2010

W cieniu rynku akcji dzieją sie naprawdę ciekawe rzeczy. Na globalnym rynku cukru mamy spore ruchy, związane z tzw. "cyklem indyjskim". Co ok. 5-8 lat w Indiach dochodzi do przejściowego spadku produkcji cukru, co wywołuje galopadę cen tego surowca zarówno na subkontynencie, jak i na Świecie. Ponieważ Indie obok Brazylii to największy producent cukru i zarazem największy konsument tego surowca, sytuacja na tamtejszym rynku cukru w istotny sposob wpływa na notowania na rynkach całego Świata.

Ceny cukru w New Delhi wystrzeliły z 32 rupii/kg we wrześniu 2009 do ponad 50 rupii/kg w styczniu 2010, podobnie dzieje się w całym kraju. Również w innych krajach ceny cukru zachowują się podobnie i tak np. w Arabii Saudyjskiej w przeciągu ostatnich 2 miesięcy ceny cukru uległy podwojeniu! Nie jestem aż tak na bieżąco z cenami cukru w polskich sklepach, ale podejrzewam, że również u nas cukier w ostatnim czasie wyraźnie drożeje.

Oczywiście, jak to zwykle w takich razach do sprawy właczają się politycy z zamiarem poprawienia sytuacji, co bywa, przynosi skutek odwrotny. Minister Rolnictwa Indii, Sharad Pawar oskarża rząd stanu Uttar Pradesh o nieudolność i zablokowanie dostaw importowanego cukru w portach Gudżaratu, (Uttar Pradesh jest głównym producentem cukru surowego i rafinowanego w Indiach), rząd stanowy nie pozostaje mu dłużny i odgryza się, jak umie. W zasadzie można by zapytać: Skąd my to znamy? Politycy zawsze, niezależnie od szerokości geograficznej, zachowują się tak samo w obliczu problemów z brakiem strategicznego towaru...

Podczas przeciętnego "cyklu indyjskiego", Indiom brakowało ok. 2-3 mln ton cukru, dziś rząd Indii szacuje, że podaż miejscowego cukru sięgnie ok. 16 mln ton przy prognozowanym popycie ok 23 mln ton, brakowaloby więc ok. 7 mln ton, co stanowiłoby prawie 40% ilości międzynarodowego obrotu cukrem. Rząd Indii co chwila zmienia szacunki, dotyczące prognozowanej podaży, przyczyniając się dodatkowo do i tak już niewesołych nastrojów wśród zaopatrzeniowców. Dodajmy do tego to, że kolejny duży producent cukru, Brazylia, również przewiduje wyraźny spadek produkcji.

Traderzy sugerują, ze dokładniejsze dane co do rzeczywistego zapotrzebowania na importowany cukier w Indiach będa znane na początku kwietnia, gdy skończy się sezon zbiorów, do tego czasu rynek skazany jest na domysły (i podbijanie ceny w oczekiwaniu na dane rzeczywiste).

Czy więc czeka nas bycze Eldorado na cukrze? Spójrzmy na obrazki. Dla nas, jako Polaków o wiele bardziej interesujące są oczywiście notowania cukru w Wielkiej Brytanii (Sugar No 5) lub w USA - Sugar No 11 (cukier w obrocie międzynarodowym),notowany na ICE. My skupimy się na notowaniach z USA. Zacznijmy od tygodniowego wykresu:

 Sugar no 11 weekly - WXY?

Moim zdaniem to, co dzieje się na tym rynku w latach 2004 - 2010 jest typową strukturą WXY, dzielącą się na 2 zygzaki (W i Y) z korekcyjnym X w środku. Jednym z możliwych zasięgów ruchu Y, ktory ciągle jeszcze trwa, jest rejon okolic 33,3 $/lb, gdzie mamy Y = 1,618 W. Ponieważ Y jest wydłużony, co pokazuje kolejny, poniższy wykres, nie mamy do czynienia z najczęstszą statystycznie zasadą czyli równością fal Wi Y. Oto wykres preferowanej przeze mnie struktury wewnętrznej fali Y tej struktury:

Sugar 11 daily Elliott Wave count

Fala Y dzieli się na 2 pięciofalowe struktury :a i c, przedzielone korekcyjnym ruchem b, przy czym fala c, co jest dość częste wewnątrz fal Y w strukturach WXY byłaby wydłużona. Wzrost  na rynku cukru najwyraźniej jest już mocno zaawansowany i najdynamiczniejszą jego fazę (owe słynne elliottowskie "3 w 3" - tutaj brązowe 3' wewnątrz fiołkowej 3 ) mielibyśmy już prawdopodobnie za sobą. Najprawdopodobniej raport, ustalający rzeczywiste potrzeby importowe Indii, o ktorym tyle mówią traderzy rzeczywiście okaże się istotny dla globalnej ceny cukru: z analiz cenowo - czasowych wychodzi mi szczyt fali 3 gdzieś w marcu, może w kwietniu właśnie. Wersja druga, mniej prawdopodobna - szczyt fali 3 fiołkowej mamy już (struktury intraday zostawiają tu niestety pole do pewnej niepewności).

Najwyraźniej raport zadziała na zasadzie "kupuj plotki - sprzedawaj fakty". Wszyscy wiedzą, ze ma być zły, więc albo będzie troszkę lepszy od oczekiwań, albo zgodny z nimi, co wystarczy, by wywołać korektę na rynku, ktory zbyt szybko poszedł zbyt wysoko, w oczekiwaniu na ten raport właśnie. Korekta ta nie powinna przekroczyć w dół okolic 21$/lb, gdzie mamy, zgodnie ze wskazówkami Elliotta, silne wsparcie w postaci fali 4 niższego rzędu (tutaj oznaczone jako 4'). Jeśli rzeczywiście szczyt fali 3 fiołkowej wypadnie w rejonie 32$/lb czyli na górnym ograniczeniu kanału , w którym mieści się struktura WXY, jak to prognozuję,  to w okolicach 21$/lb bedziemy mieli 50% zniesienie całej fali 3 fiołkowej, czyli typowe ograniczenie dla fal 4.

 Fale 4 niezwykle rzadko znoszą więcej niż 52,5% ruchu fal 3, a jesli do tego dochodzi, to jest to jeden ze wstępnych sygnałów, by obawiać się tzw. bearish failure, czyli tego, że fala 5, kończąca ruch w ramach tej struktury, uformuje szczyt poniżej szczytu fali 3. Jest też oczywiscie możliwe, że fala 4 zrobi swój dołek wyżej, niż owe 21$/lb. Rynek cukru jest bardzo silny, a wskazówka Elliotta w temacie fal 4 brzmi - "koniec fali 4 wypada na ogół w obrębie fali 4 niższego rzędu ( u nas między 21 a 25$/lb, w okolicach 25 mamy szczyt 3') najczęsciej w pobliżu dna tej fali (czyli blisko 21)" Gdyby  okazało się, że fala 4 nawet nie weszła w obręb fali 4' brązowej, należy oczekiwać eksplozywnej fali 5, wynoszącej mocno ceny ponad szczyt fali 3, czyli moje prognozowane 32$/lb. Na rynkach towarów nie jest to taką znowu rzadkością, a wiąże się z paniką zaopatrzeniowców, kupujących bez ładu i składu "na magazyn", bo "braknie", a dodatkowo zachęcać ich do tego może tzw. contango, czyli coraz wyższe ceny kontraktów o caraz odleglejszym terminie zapadania (wtedy opłaca się ponosić koszty magazynowania).

Dlaczego tylko fala 4 a nie koniec ruchu w górę? Oprócz Elliotta za takim rozwiązaniem przemawia prosty fakt - raport o figurach importowych Indii usunie tylko niepewność co do rozmiarów problemu a nie sam problem. Trend jest rozpoznany przez ogół jako rosnący, a problemy z cukrem na rynku nie skończą się co najmniej do momentu, gdy można będzie podejrzewać, jakie będą kolejne zbiory, nie ma więc fizycznych podstaw do zakończenia trendu już teraz, bo nie skończyły się nawet obecne zbiory.

Przy okazji na wykresie pokazałem kolejny wariant prognozowanego zasięgu szczytu fali 5 wyznaczony z zasady, że c = 4,236 x b w obrębie fali Y. Takie proporcje dają rejon szczytu w okolicach 34 $/lb. Tego typu proporcja jest rzadsza - o wiele częstsza jest proporcja, bazująca na powiązaniu dwóch fal w ramach korekty,jednakże biegnących w tym samym kierunku; w naszym wypadku byłyby to fale a oraz c. Gdyby c = 4,236 x a, to zasięg fali 5 powinien dochodzić do okolic 38,5-39$/lb(tym razem prognoza ruchu na wykresie na niebiesko). Co ciekawe, taki zasięg współgrałby z rejonem występowania strefy 50% zniesienia potężnej bessy z lat 1975-1985 oraz przebiegiem linii środkowej tejże bessy, biegnącej na poniższym wykresie po trzech mniej istotnych szczytach i będącej równoległą do linii, wyznaczanej przez dołki z końca lat 60-tych i 1999 r.:

 Sugar no 11 weekly - long term

A w jakich ramach czasowych wszystko to mogłoby się mieścić? Wykres sezonowy, często pomocny, w tej sytuacji niewiele może podpowiedzieć:

Sugar 11 seasonals

Jeśli w tym roku rynek cukru wykaże w ogóle jakieś zależności sezonowe, to raczej w zakresie momentu rozpoczęcia wzrostów a nie spadków, który powinien lekko wyprzedzić jeden z dwóch, widocznych na wykresie Dimitri Speck'a dołków. Być może wzrosty zaczęłyby się już na przełomie maja/czerwca 2010, wtedy fala 4 po "indyjskim raporcie" musiałaby być gwałtownym zygzakiem. Bardziej prawdopodobne jest, że korekcyjna fala 4 przyjmie kształt jakiejś spokojniejszej korekty bocznej (płaskiej? trójkąta?), ograniczanej zasięgiem przez szczyt fali 3 fiołkowej i dołka fali 4' czyli 21$/lb. W takim wypadku rozpoczęcia wzrostów w ramach końcowej fali 5 oczekiwałbym już gdzieś w lecie (końcówka lipca? sierpień?), a nie we wrześniu, jak sugeruje to schemat sezonowy.

To tyle ode mnie na dziś.

Zimowa przerwa -
Żadnych talentów
Więc żadnych grzechów.

Issa(1763-1827)

środa, 23 grudnia 2009

Koniec roku to okres, w którym analitycy różnego autoramentu wychodzą ze swych nor, w których normalnie przebywają, żyją i prognozują, i wypowiadają do kamer lub mikrofonów swe przewidywania co do nadchodzącego nowego roku. Media, które w normalnym okresie nie zwracają specjalnie uwagi na prognostów, nagle ich zauważają i obficie cytują. Nawiasem mówiąc, czy zauważyłeś Czytelniku, że zazwyczaj cytują przede wszystkim to, co chcieli usłyszeć?

Skoro wolno analitykom, to i ja się dołączę do tego chóru i przedstawię moją własną prognozę. Ale nim do niej przejdę, muszę zapoznać Cię z tym, jak widzę obecną sytuację w nieco dłuższym terminie, gdyż to, co przewiduję na rok 2010 jest logiczną konsekwencją tego, co działo się w obecnym, 2009 r.

 S&P500 daily - triple zigzag

Jak widać na powyższym wykresie, sądzę, że ruch od marca 2009 na amerykańskich indeksach przybrał kształt potrójnego zygzaka W-X-Y-X-Z. I mam z tym problem - Prechter i Hochberg widzą to tak samo :-), co nie jest najlepszą rekomendacją dla takiego spojrzenia. Pocieszam się, że Oni, jak zwykle zresztą, po zakończeniu tejże figury zapowiadają najsilniejszą falę spadkową (wielką "3 w C"), przy której to, co działo się w II połowie 2008 r miałoby być dziecinną igraszką. Na szczęście ja to widzę nieco inaczej, a podpieram się tu Glennem Neely, a ściślej jego pracą pt "Mastering Elliott Wave"(MEW). Jeśli nie zetknąłeś się, Szanowny Czytelniku dotąd z tą pracą, zajrzyj do zakładki "Literatura" tego bloga. Znajdziesz tam link, z którego można za darmo (legalnie!!!) pobrać tę książkę - niestety tylko w języku angielskim. Jeśli koncepcja Fal Elliotta jest Ci, Czytelniku całkowicie obca, a chciałbyś ją nieco bliżej poznać, możesz zacząć zapoznawanie się z nią od pracy Neely'ego, ale osobiście radziłbym Ci  skorzystać z dużo prostszej pozycji, którą jest "Teoria Fal Elliotta" Prechtera i Frosta. Dopiero po tej lekturze sugerowałbym czytanie MEW.

A oto, co o potrójnym zygzaku pisze Neely w ww. pracy (str 10-3, tłumaczenie moje):

" To najsilniejszy wzór korekcyjny, jaki może się pojawić. Jeśli pojawia się on w trakcie ruchu w dół, wskazuje, że rynek jest obecnie bardzo słaby. Jeśli pojawia sie on w górę (nasz obecny przypadek), rynek jest bardzo mocny. Potrójny zygzak trudno napotkać, ale kiedy już się pojawia, jest zazwyczaj najdłuższą częścią trójkąta lub "terminal" (odpowiednik "diagonal triangle" u Prechtera). Kiedy jest częścią "terminal'a" powinien tworzyć jego część wydłużoną. Jeśli w danym miejscu "terminal" nie jest mozliwy (a więc nasz przypadek na S&P500 - gdyby to był terminal, mielibyśmy już teraz nowe szczyty) - jedyną możliwością dla potrojnego zygzaka jest bycie najdłuższym segmentem trojkąta płaskiego lub zbieżnego (contracting). Jeśli potrojny zygzak jest częscią trójkąta, nigdy nie jest kompletnie znoszony przez układ falowy tego samego rzędu, który po nim następuje".

Rzeczywiście - potrójny zygzak jest bardzo rzadki. Szczerze mówiąc widziałem w swym życiu tylko jeden przykład takiej figury i to intraday, w tej więc sprawie nie mogę polegać na swoim doświadczeniu. 

Z tego, że potrójny zygzak jest wyjątkowo rzadką figurą wynikają moje jesienne błędy i oczekiwanie na głębszą korektę, która nie nastąpiła - po prostu zakładałem o wiele bardziej prawdopodobny scenariusz podwójnego zygzaka (W-X-Y), który jest bardzo typową i pospolitą formacją falową.

Zastanawiam się na ile istotne i mocne ze statystycznego punktu widzenia są cytowane wyżej obserwacje Neely'ego. Jeśli bowiem jego obserwacje mają solidne podłoże statystyczne (w wyniku studiów wielu różnych przypadków na różnych rynkach), to mamy obraz przyszłego, 2010 r., jako rozczarowywującego i notoryczne byki (perma-bulls) i notoryczne niedźwiedzie (perma -bears) - będzie to bowiem czas ruchu bocznego o dużej amplitudzie, a nastroje będą przechodzić ze skrajności w skrajność. Wszystko, co niżej napisałem, opiera się na zalożeniu, że pisząc swą pracę Neely solidnie się przyłożył i przed napisaniem tego, co cytowałem, przeglądał wiele archiwalnych notowań róznych rynków.

 Jeśli dokładniej przetworzyć cytowane wyżej obserwacje Neelly'ego na konkretne kształty, to figurą, którą powinniśmy kreslić, byłby w takim wypadku trójkąt, np. taki jak ten poniżej:

 S&P500 weekly - triangle in 2010-11?

Wybrałem taki akurat kształt trójkąta (płaskiego od góry, czyli flat), gdyż uważam, że psychologicznie przyszły rok będzie należał do byków. Byki będą miały w 2010 r. "łatwiej" - będziemy mieli wszak jakie takie ożywienie i to ich nadzieje będą pchać rynek. Jakkolwiek rynek może wybrać inny kształt z przebogatego repertuaru trójkątów zbieżnych, to taki właśnie kształt najbardziej mi "pasuje" z przyczyn psychologicznych. Oczywiście nie należy przywiązywać się ani do kształtu tego trójkąta, ani tym bardziej do wyznaczanych na wykresie momentów dołków/szczytów - chodzilo mi jedynie o przedstawienie pewnej idei.

Zauważyłeś też pewnie Czytelniku,patrząc na pierwszy wykres, że uważam, że większość wzrostów mamy już za sobą - tak jest w istocie. Sądzę, że w styczniu, maksimum w lutym 2010 obecny ruch w górę zostanie zakończony. Argumentów "za" dojrzalością trendu trochę już przedstawiałem, ostatnio do kolekcji doszedł jeszcze jeden - sytuacja na VIX i VXN (z ukłonami dla Stoję_i_patrzę):

 VIX daily

VXN daily

Oba indeksy są tzw. "indeksami strachu" a tak naprawdę to indeksami, mierzącymi zmienność swych bazowych indeksów: VIX - S&P500 a VXN - Nasdaq. Wysokie odczyty wskazują na znaczną zmienność indeksu bazowego, niskie - na jego małą zmienność. Mała zmienność jest cechą charakterystyczną dla dojrzałych, długo trwających trendów wzrostowych. I taką sytuację mamy też obecnie -VIX i VXN docierają powoli do rejonów z 2007 r.

Ostatecznie - nawet jeśli wnioski  Glenn'a Neely'ego są błędne (mniej prawdopodobne) lub moje oznaczenie ruchu od marca 2009 jest nieprawidłowe (bardziej prawdopodobne), uważam, ze przyszły rok będzie rokiem ruchów bocznych na większości giełd akcji Świata. Rynki muszą uspokoić amplitudy zmian, z którymi mieliśmy ostatnio do czynienia, nim ponownie ulegną silnemu rozkołysaniu. I rok 2010 będzie temu właśnie służył - zmniejszeniu amplitud zmian.

 A co w sferze polityczno - gospodarczej? Rok 2010 przyniesie nam reflację i ożywienie gospodarcze, niestety nie tak silne, jak oczekuje tego większość ekonomistów i perma-bulls. Nie sądzę, by amerykański konsument, który do 2008 r. ciągnął światowy popyt za uszy, a obecnie ugina się pod ciężarem swego zadłużenia, miał znowu wpaść w konsumpcyjne szaleństwo, podobne do lat 2005-07, a tylko takie jego zachowanie pozwoliłoby USA i Światu wkroczyć ponownie na ścieżkę szybkiego wzrostu PKB.  Ożywienie to będzie jednak na tyle silne, że politycy będą mogli rozpocząć festiwal samochwalstwa i dziękowania samym sobie, jak to "tymi rencami" wyciągnęli nas z kryzysu. W Polsce dojdzie do tego oczywiście mruganie do nas, wyborców oczkiem i przypominanie, że "jakby co, to tu jestem - pamiętaj o mnie przy urnie". I na to też musimy być w 2010 r. gotowi.

Również bankierzy centralni będą sobie gratulować swego geniuszu i wypinać swe klaty do orderów - sygnał dał już "Time", mianując Bena Bernanke Człowiekiem Roku 2009 i dając jego zdjęcie na okładkę. Generalnie - atmosfera będzie niezła, a szeroka publiczność zostanie uśpiona i zacznie powoli zapominać o traumie z 2008 roku. Perma-bulls będą święcić triumfy z właściwą sobie w tej materii przesadą, perma-bears będą z frustracji obgryzać paznokcie - "bo przecież miał być Armageddon i znowu nie ma", czyli trochę będzie to jak taki słaby cień minionej świetności sprzed 2008 roku.

Tymczasem fundamenty gospodarcze będą ulegać nadal cichej erozji, która to erozja stopniowo zniknie ze stron opiniotwórczych gazet. Ale wielkie wybuchy nam w 2010 r. nie grożą - owszem, może coś się zdarzyć na peryferiach światowego systemu, jakis Dubaj czy inna Łotwa może na chwilkę spowodować drobne wstrząsy, nie mniej nie będą to zjawiska globalne.

"Wynalazek" pod nazwą "Decennial Pattern" podpowiada, że większe problemy w USA (a więc i dla reszty świata) powinny się zacząć nie wcześniej niż w 2011. DP pokazuje, jak wyglądają lata, kończące się na poszczególne cyfry 0,1..do 9 w danej dekadzie. Od 30 lat recesje w USA pojawiają się najczęściej w roku, zakończonym na cyfrę 1 lub 2. Również w okresie wcześniejszym (lata 1920-40) spowolnienia i recesje zaczynały się w tych właśnie latach. Jedynie w latach 1945-70, recesje lub spowolnienia (z wyjątkiem tej pierwszej, powojennej, najczęściej słabe) przytrafiały się w latach, zakończonych na liczby 7-9. Lata kończące się na 0 przez ostatnie ponad 80 lat najczęściej były latami formowania sie mniej lub bardziej istotnych szczytów giełdowych. Czasem szczyty przesuwały się na rok z liczbą 1 na końcu (rzadziej pojawiały się już w latach z numerem 9 - np. 1929). Wygląda to tak, jakby i tym razem miało być podobnie.

Patrząc na pierwszą dekadę lat 2000 można powiedzieć, że Decennial Pattern sugeruje, że teraz recesje będą pojawiać się zarówno w latach zakończonych na 1-2 jak i 7-9 - i tak prawdopodobnie będzie wyglądać dekada lat -nastych XXI wieku.

Cieszmy się więc tym Rokiem Względnego Spokoju - Rokiem 2010, ktory nadejdzie już za kilka dni. Być może za parę lat przyjdzie nam zatęsknić do tej małej stabilizacji (choć nie giełdowej - tu powinniśmy mieć sporą zmienność w ramach ruchu bocznego), którą ten nadchodzący rok przyniesie.

 To mój ostatni wpis w 2009 r. Wszystkim Czytelnikom życzę Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku. Tym, którzy zarobili w 2009 r- życzę jeszcze większych zarobków, tym, którzy stracili, życzę plusów, a wszystkim tego, by ten rok okazał się dla nas nie gorszy, niż ten mijający.

Jako, ze nie chcę pozostać z długami w Nowym Roku (ot, taki przesąd), wypada, bym spełnił obietnicę, którą kiedyś Ci zlożyłem, Czytelniku. Obiecałem mianowicie podrzucić link do webinar'a Jeff'a Greenblatta na portalu Futuresmag.com. Niemal o tym zapomniałem. Już naprawiam ten mój błąd:

http://www.futuresmag.com/web-seminars/fibo/Pages/thank-you.aspx

Należy kliknąć w niebieski napis "click here" i cała prezentacja jest do obejrzenia i wysłuchania w formacie real audio lub windows media. Prezentacja ta będzie "wisieć" pod tym adresem do 28.04.2010. Jeśli nie miałeś okazji Czytelniku brać udziału w tym seminarium sieciowym 28.10.09, gorąco polecam przeglądnięcie tego teraz. Jeff Greenblatt jest jednym z tych ludzi, którzy Analizę Techniczną stale popychają do przodu.

 

Koniec roku -
Wszystkie kąty
Tego niestałego świata
Zamiecione.

Basho

 

P.S. Matrycę zostawiam sobie już na Nowy Rok - będzie to temat jednego z moich następnych wpisów.

wtorek, 22 grudnia 2009

Wczoraj w USA doszło do wybicia z trendu bocznego na indeksach Nasdaq i Nasdaq 100. Wybicie, tak jak się spodziewałem, nastapiło w górę:

 NDX daily - breaking out

Analogiczne wybicie powinno w najbliższym czasie mieć miejsce na głównych indeksach (DJIA i S&P500). Również WIG20,  choć w tej chwili słabszy od amerykańskich odpowiedników, powinien w najbliższym czasie wykonać podobny ruch, przełamujący opory. Proszę zwrócić uwagę na przełamanie oporu z luką (czerwona elipsa), co jest klasycznym zachowaniem na indeksach w czasie wybicia przez silny opór. Jeśli wybicie ma być prawdziwe, luka nie powinna zostać zamknięta. W tej sytuacji tylko pozycje długie są faworyzowane.

Myślałem, że znajdę dziś dość czasu na nowy, poważniejszy wpis - nie udało się. Spróbuję jeszcze mimo wszystko przed Świętami coś skrobnąć. Gdyby się nie udało, to życzę Czytelnikom Wesołych Świąt.

wtorek, 01 grudnia 2009

Tym razem przyjrzymy się sytuacji na 2 najpopularniejszych „małych” kontraktach na amerykańskie indeksy, czyli ES (e-minis na indeks S&P500) i NQ (e-minis na indeks Nasdaq100). Moim skromnym zdaniem trzy poniższe obrazki wyjaśniają całą sytuację i robią to lepiej niż wykresy indeksów bazowych.
Pomimo dzisiejszego ,1.12.09, porannego wyraźnego marszu w górę na amerykańskich kontraktach (nie ujętego na poniższym wykresie, który kończy się wczoraj o 23.50), cały ruch odbywa się nadal w ramach wyraźnych struktur 3 –falowych, co najwyraźniej widać na notowaniach ciągłych kontraktów ES . Na poniższym wykresie przedstawiłem zaktualizowaną wersję struktury falowej ruchu od początku listopada ’09 – paniczne „dubajskie” zejście kontraktów z 26.11.09 wymagało zamknięcia 5 falowej struktury w okresie do 16.11.09, a nie liczenia fal w sposób , zaprezentowany w poprzednim wpisie. Obecnie zaczyna to wyglądać na trójkąt rozszerzający się, którego zakończenie (fala E) powinno przypadać tak, jak pierwotnie sądziłem, na okolice pełni , która wypada 2.12.09. A więc zakończenie trójkąta powinno wypaść 2 lub 3.12.09.
Poniższy wykres wyjaśnia wszystko:

 

ES intraday - expanding triangle?
Dodatkowo, w ramach uzmysłowienia sobie sytuacji w nieco szerszym kontekście, wrzucam dzienne obrazki e-minis: NQ oraz ES. Proszę zauważyć, że cała wielka „dubajska” panika nie była niczym innym, jak tylko przetestowaniem linii trendu wzrostowego. W obu przypadkach linia bardzo ładnie się obroniła świecą wysokiej fali:

 NQ e minis trendline defended

 

 ES daily - trendline defended

Wniosek?
Choć widać wyraźne oznaki słabnięcia trendu wzrostowego, to trend ten nadal obowiązuje.

środa, 25 listopada 2009

Dziś krótki wpis i tylko jeden obrazek. W zasadzie ten wpis to będzie mój post, który "zostawiłem" dziś na blogu Wojtka Białka, nieco tylko przerobiony dla potrzeb mojego bloga + rysunek ilustrujący to, co mam na myśli:

Na wykresie intraday SP500 spadki z okresu 23-24.11 układają się w idealny, trójkowy zygzak. Podobnie jest na Nasdaq i Nasdaq100. Jeszcze lepiej widac to na całodobowych wykresach ES (e-mini's na SP500) i NQ (e-minis na Nasdaq100) na razie więc trend wzrostowy w USA nadal obowiązuje i we względnie bliskim terminie (max. 2 tygodni?) powinniśmy zobaczyć nowe szczyty na indeksach.

Ale patrząc na ruch ES czy NQ intraday od wczorajszego minimum do obecnego poziomu (pisze to 25.11. o godz. 11.30), trudno jest rozłożyć tę strukturę na jakąkolwiek wzrostową piątkę, za to struktura ta bardzo ładnie rozkłada się na trójki.
Również spadek intraday z okresu 16.11-20.11 na ES czy 17.11 - 20.11 na NQ to spadek trójkowy.


Wniosek?
Od 17.11. szersze indeksy amerykańskie (SP500 czy Nasdaq'i) poruszają się w trójkowym trendzie bocznym, ograniczanym przez maksima intraday z 16-17.11 i minima z 20.11.
Jeśli tak jest, to dziś powinniśmy zobaczyć na SP500 nieudany test maksimów z 16.11 (okolice 1113 - uwaga - możliwe jest chwilowe, nawet kilkupunktowe wyjście inedeksu ponad ww. poziom, ale zamknięcie nad nim nie powinno się udać - gdy tak się stanie, będzie to sygnał, że mój scenariusz jest w grze) i w dalszej konsekwencji powrót do okolic minimów z 20.11 (1085-1090)osiągniętych prawdopodobnie dopiero w przyszłym tygodniu (okolice początku miesiąca i pełni - czyli 1-2.12.09? - ostatnio okolice pełni bardzo dobrze wyznaczały lokalne minima).
Sytuację na indeksie S&P500 intraday widac na tym obrazku:
SP500 intraday

Dopiero z tego poziomu powinien zostać wyprowadzony nowy ruch wzrostowy, łamiący dotychczasowe szczyty na SP500 i Nasdaq'ach, ale to już w grudniu.
12:21, song_mun
Link Komentarze (2) »
niedziela, 22 listopada 2009

Tę notkę podzielę na 2 części z racji jej objętości. Pierwszą, pt "Branżowy walc..." publikuję już teraz. Była kiedyś (w 1980 r.) taka kabaretowa piosenka pod tym właśnie tytułem, jak to smętnie w tzw. branżowych związkach zawodowych , gdy nastała "Solidarność". Od czasu do czasu miewam takie dziwaczne skojarzenia :-) Do rzeczy:

Miała być Głowa z Ramionami na głównych indeksach w USA - nie wyszło. Ten analityk w CNBC (wersja z USA), pokazujący RGR-a na obrazkach z 5.11.09 był bardzo dobrym ostrzeżeniem, że rzecz moze nie wypalić. Dlaczego tak się dzieje?

Otóż, jeśli coś pojawia w TV jako analiza, zaczyna zapełniać głowy inwestorów indywidualnych. Czasem pojawienie się w TV jakiegoś pomysłu jest samo z siebie wyrazem sentymentu mas. Tak było i w tym przypadku. W głowach inwestorów indywidualnych w tamtym momencie "zalągł" się spadek. Jak skutecznie - pokazuje to sentyment uczestników ankiety AAII (Amerykańskiego Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych). Proszę spojrzeć na datę 5 listopada: tylko 22,2% byków i aż 55,6% niedźwiedzi!

https://www.aaii.com/sentimentsurvey/sent_results.cfm

Zwłaszcza ta druga wartość była symptomatyczna i pokazywała, że szerokie masy mają  niedźwiedzie nastroje. AAII sentiment jest bardzo zmienny i traktowanie go jako wyroczni byłoby sporą przesadą, ale tak wyraźny skok niedźwiedzich nastrojów do poziomu kilkumiesięcznych maksimów był istotnym wskazaniem, kto się myli, a kto ma rację, każącym zachować ostrożność. Zresztą - tak po prawdzie, to ja sugerowałem wtedy wzrosty, tylko w ramach prawego ramienia RGR-a. :-) Czy tak do końca się pomyliłem? Niezupełnie, jeśli spojrzeć na indeks Russell 2000 (indeks spółek o mniejszej kapitalizacji; gdyby nasze firmy z WIG20 były notowane w USA, większość z nich trafiłaby właśnie do tego indeksu) - tu możliwość wypracowania prawego ramienia  dla trochę koślawego RGR-a nadal istnieje:

 Russell 2000 daily

Podobnie do indeksu Russell 2000 wygląda większość indeksów Eurozony i szwajcarski SMI - ostatnie wzrosty, w odróżnieniu od głównych indeksów w USA, nie ukształtowały nowych maksimów, tworząc wyraźną dywergencję w stosunku do Ameryki. Tu nadal możemy mieć do czynienia z tworzeniem się Głowy z Ramionami (Head and Shoulders). Przykładem niech będzie holenderski AEX:

AEX daily - head and shoulders?

Jest już "ktoś", kto RGR-a w pełni zrealizował i wygląda tak, jakby przechodził do trendu  spadkowego. Japoński Nikkei 225 odbił się od linii bessy (czerwonej) ciągniętej po szczytach z 2007 i 2008 r., zrobił ładnego RGR-a i zaczyna podążać w dół:

 Nikkei weekly+ Head and Shoulders

 Japoński Nikkei jest najsłabszym indeksem wsrod krajów rozwiniętych. Zazwyczaj najsłabsi pierwsi kończą wzrosty - ich do wzrostów pchała tylko ogólna koniunktura na rynkach. To zjawisko obserwuje się zarówno na indeksah, jak i na akcjach spółek.

Wróćmy do rynku amerykańskiego. Być może zauważyłeś, Czytelniku, że w trakcie ostatnich, listopadowych wzrostów, najsilniejszym indeksem z głównych był Dow Jones (DJIA)? No właśnie...

Jeśli wzrost ma być zdrowy, to najsilniejszym indeksem powinien być Nasdaq 100 (NDX). Prawie zawsze, ilekroć NDX nie przewodzi wzrostom, rynkowi przychodzi takie wzrosty odchorować. Ale jak NDX i Nasdaq Composite mogą wykazywać siłę, jesli ich 2 bardzo ważne komponenty jej nie wykazują? Oto wykres dzienny indeksu SOX (Semiconductors - półprzewodniki). Widać wyraźnie słabość tego indeksu, objawiającą się nie potwierdzeniem ostatnich szczytów na NDX (nowe maksimum roczne). SOX w tym samym momencie utworzył nowy, niższy szczyt. Nawiasem mówiąc ostatnio kształt SOX'a na dziennym jest bardzo podobny do francuskiego CAC40 i niemieckiego DAX'a:

SOX daily

SOX ma tendencję do wyprzedzania Nasdaq'a, co za chwilę pokażę na wykresie tygodniowym. Proszę zauważyć, że SOX zrobił minimum już w listopadzie 2008, a w marcu 2009 je tylko przetestował, tworząc nowe, wyższe dno i wykazując większą siłę od NDX, który dno marcowe utworzył na tym samym poziomie, co listopadowe. Dlaczego tak się dzieje? "Półprzewodniki" są silnie uzależnione od stanu koniunktury gospodarczej w USA. Gdy Zarządzający spodziewają się poprawy koniunktury, prawie każdy chce mieć w swoim portfelu coś z "półprzewodników". SOX zazwyczaj wyprzedza NDX'a NDX z kolei powinien być mocniejszy od  S&P500 i DJIA jeśli wzrosty mają się kontynuować:

SOX weekly

Prosze też zwrócić uwagę na zachowanie się siły względnej SOX'a w stosunku do S&P500 (czarny oscylator pod wykresem) - od września SOX słabnie w stosunku do S&P500 (tak samo jest w stosunku do Nasdaq'a). Wzrost siły względnej SOX'a na przełomie roku 2008 i 2009 zapowiadał poprawę koniunktury giełdowej.

Podobnie do SOX'a zachowuje się inny z indeksów sektorowych, grupujący spółki typu "highfliers" - indeks BTK czyli Biotechnology:

Biotechnology Index

Tu również widoczna jest słabość i nie potwierdzenie ostatnich, listopadowych szczytów na głównym indeksie technologicznym NDX. Kolejnym, bardzo istotnym sektorem, tym razem istotnym przede wszystkim dla S&P500, jest sektor bankowy:

Banking Index daily

Ten sektor utworzył szczyt w październiku i od tego czasu nie wykazuje chęci do jego pobicia. Listopadowe wzrosty są tu wyjątkowo anemiczne. Widać, że to nie sektor finansowy stoi za pobiciem przez S&P500 swych październikowych szczytów.

Dobra koleś. Ty nam tu szklisz oczy przegranymi, ale ktoś przecież musiał wypracować te nowe szczyty na głównych indeksach w USA. Może więc opowiesz nam o zwycięzcach, zamiast pokazywać tylko w kółko "looser'ów"? Służę uprzejmie. Oto oni:

Pierwszy z nich to Healthcare products (urządzenia medyczne). Mało tego, że przebił październikowe szczyty, to jeszcze i ostatnie spadki od 17.11.09 jakoś tak na niego specjalnie nie działają:

RXP Healthcare

Kolejny to Farmacja. Tu również widać odporność na spadki i połamanie październikowych szczytów:

 DRG Pharmaceutical Index

Następny sektor to Telekomunikacja

XTC Telecomm

Wykresów kolejnych zwycięskich sektorów: Internetu, kopalń złota, producentów surowców czy branży chemicznej nie będę już zamieszczał.

Dobra gościu - pokazałeś nam parę wykresów branżowych i chcesz nas tym powalić na kolana? My też umiemy poszperać na Stockcharts.com - nie jesteś nam do tego potrzebny! Święta prawda Czytelniku. Wcale nie zrobiłem tego po to, by pokazać Ci, jakie rzeczy można znaleźć na Stockcharts. Wiem, że beze mnie zrobiłbyś to sam równie dobrze, jesli nie lepiej.

Nie o to mi chodzi. Chciałem pokazać Ci, jak zmieniło się postrzeganie branż przez rynek, co za chwilę pozwoli nam na pewne wnioski natury ogólniejszej.

Wyobraźmy sobie przez chwilę, że jesteśmy zarządzającym agresywnym amerykańskim funduszem akcyjnym. Statut naszego funduszu zobowiązuje nas (to fundusz agresywny!!) do utrzymywania stale minimalnej, określonej procentowo ilości akcji w portfelu. Co robimy, gdy spodziewamy się wzrostów? Kupujemy przede wszystkim to, co w naszej opinii bedzie najmocniej rosło. W slangu zarządzających funduszami to, co ma "największą betę" (zmienność ruchów cen), najlepiej dużo większą od indeksu bazowego, dzięki czemu, gdy indeks wzrośnie o np. 20%, wartość naszego portfela wzrośnie o dajmy na to 30%. A co taki zarządzający może zrobić, gdy widzi zbliżające się spadki? Wszak musi stale utrzymywać określoną ilość akcji w portfelu? W Polsce pozostaje mu praktycznie tylko modlitwa o to, by akcje z jego portfela spadały jak najmniej :-) . Ale w USA, mając do dyspozycji tysiące różnych spółek może spróbować procesu odwrotnego - wywalić wszystko to, co ma wysoką "betę" i kupić to, co ma jak najniższą betę, najlepiej dużo niższą od naszego indeksu bazowego, dzięki czemu np. 20% spadek indeksu będzie oznaczać tylko dajmy na to 12% spadek wartości portfela jego funduszu. I tak też zarządzający tam robią.

Tak, Szanowny Czytelniku, Twoje podejrzenia są jak nabardziej słuszne!! Półprzewodniki i Biotechnologia w opinii większości zarządzających mają wysoką "betę". Dla odmiany Farmacja i sprzęt medyczny to branże o niskiej "becie". To, co pokazałem, to nic innego, jak symptomy przesuwania się kapitałów ku branżom defensywnym. Najwyraźniej ostatnie wzrosty wykorzystane zostały przez fundusze do dystrybucji papierów z wysoką "betą" i zakupów tych z niższą. Zresztą siła defensywych branż wskazuje, że proces ten trwa nadal i jest jeszcze nie skończony. 

Dobra, a co z Telekomunikacją i Internetem? Postrzeganie telekomunikacji od czasu bańki technologicznej z końca XX wieku uległo zasadniczej zmianie. Ceny akcji branży mocno spadły od szczytu bańki i nie powróciły do tamtych, wysokich stref a firmy na ogół płacą przyzwoite dywidendy, więc...opłaca się kupić te akcje pod kątem dywidendy. I tak branża, do niedawna uważana za tę z dużą "betą" stała się kolejną branżą defensywną. W zasadzie tylko Internet psuje nieco ten klarowny obraz - ta branża ma raczej wysoką betę. Reszta branż, która pobiła rekordy z października jest w mniejszym lub większym stopniu związana z surowcami (przemysł chemiczny, kopalnie złota itp.) więc za ich listopadowy, silny ruch w górę odpowiadają inne czynniki, niż poszukiwanie niskiej "bety".

Pytanie, czy w sytuacji, gdy zarządzający uciekają do niższej bety należy oczekiwać silnych wzrostów??

poniedziałek, 02 listopada 2009

Dziś krótko w formie aktualizacji ostatniego wpisu. Krótkoterminowa sytuacja po piątku 30.10.09 w USA wygląda następująco. Oto Nasdaq100 w układzie dziennym:

 NDX daily + boll. bands

Wstęga Bollingera (20,2) przeszła z kierunku wzrostowego na horyzontalny, a piątkowe spadki sprowadziły indeks do jej dolnego ramienia. Bardzo rzadko silne spadki pojawiają się już wtedy, gdy wstęga porusza się poziomo a jeśli tak się dzieje, to indeks szybko wychodzi poza dolne ramię wstęgi i równie szybko do obszaru wstęgi powraca w formie gwałtownego odbicia wzrostowego. Zazwyczaj silniejsze spadki zaczynają się dopiero wraz ze zmianą kierunku wstęgi na lekko spadkowy. Wiele wskazuje na to, że piątek 30.10 był lokalnym minimum (co potwierdzałoby co do dnia pierwsze ze wskazań "Matrycy") i teraz powinniśmy obserwować odbicie, być może nawet bardzo silne, które powinno jednak ustanowić niższy szczyt od tego, uformowanego w okolicach 21-23.10.09. Powód do odbicia? Oczywiście posiedzenie Komitetu Otwartego Rynku (FOMC) czyli popularnie FED.

Technicznie rzecz biorąc wygląda to tak, jakbyśmy mieli w tym tygodniu budować prawe ramię formacji Głowy z Ramionami (Head&Shoulders - na wykresach H - glowa i S - ramiona). Prawie identyczne jest zachowanie wstęgi Bollingera na indeksie SP500:

S&P500 daily + bol bands. Head and Shoulders?

Jeśli rzeczywiście tworzymy Głowę z Ramionami (RGR), to po uformowaniu się prawego ramienia będziemy mieli właściwy czas na otwieranie krótkich pozycji. Minimalny zasięg ruchu na SP500, sugerowany przez  RGR to okolice 960 pkt, choć zapewne będzie to nieco głębiej.

Jeśli w piątek 30.10 rzeczywiście było lokalne minimum (poranne kontrakty na USA tak by wskazywały) matryca sugeruje kolejny punkt zwrotny 4.11.09 czyli w 2 dniu posiedzenia FED, wtedy, gdy ogłaszany jest komunikat. Preferowany scenariusz dla szerokich indeksów w USA wyglądałby więc tak - od dziś do wieczornych godzin 4.11.09 czasu polskiego wzrosty w USA (komunikat FED o godz. 20.15) i po komunikacie zwrot w kierunku spadków, a więc ufromowanie się prawego ramienia RGR. Podobnie jak na szerokich indeksach w USA powinien zachowywać sie WIG20 i utworzyć RGR-a w oparciu o minima dzisiejsze i to z 5.10.09.

Jedynym indeksem, który w ramach wzrostów przed FED może jeszcze nawet i zwojować nowy, ciut wyższy szczyt od tego z okolic 22-23.10.09 jest Dow Jones (DJIA). Nie uważam tego za zbyt prawdopodobne, ale mieści się to jeszcze w granicach możliwości. Szersze indeksy w USA a także DAX, CAC40 czy FTSE100 oraz nasz WIG20 nie powinny już dać rady.

Ważne uzupełnienie:

Dziś, 5.11.09, jakiś analityk w CNBC (USA) pokazał możliwość tworzenia się RGR-a na SP500. Co prawda wypowiadał się w tonie "to mało prawdopodobne", ale już sam fakt pojawienia się tego pomysłu w TV zmniejsza prawdopodobieństwo jego realizacji.....

czwartek, 29 października 2009

Ostatnie dni sporo nam wyjaśniają z ogólnej sytuacji. Rzut oka na dzienny wykres Dow Jones Industrial Average więcej powie, niż 1000 słów:

 DJIA daily - trendline is broken

Co istotne - w tym tygodniu mamy klaster "oporów czasowych" Grennblatta w kilku różnych, niezależnych skalach - 161 sesję od dołka z 6.03.2009 (161 to pochodna od 1,618) w dniu 27.10.2009, 233 dzień kalendarzowy od dołka z 6.03.2009 (233 - liczba z ciągu Fibonacci'ego). Jest to także 34 tydzień licząc od tego dołka (34 - znów liczba z ciągu Fibo). Wygląda na to, że tym razem sprawa jest rzeczywiście poważniejsza niż zwykle.

Równie ciekawie przedstawia się wykres indeksu Nasdaq100, gdzie mamy klasyczny sygnał sprzedaży Victor'a Sperandeo, tzw. "1-2-3", nabierający dodatkowej wagi z tej racji, że wystapił on na poziomie 61,8% zniesienia spadków z okresu październik 2007- marzec 2009:

 Nasdaq 100 daily - Sperandeo's 1-2-3 sell signal

Dla tych, którzy nie mieli okazji zapoznać się z książkami Sperandeo pokrótce wyjaśnię, na czym sygnał polega: rynek porusza się nad linią trendu, a poszczególne korekty swymi dołkami wyznaczają przebieg ww. linii trendu (nasza czerwona linia na wykresie). W końcu rynek ustanawia szczyt "1", którego korekta po raz pierwszy od momentu pojawienia się trendu, osiąga dno poniżej linii trendu - "2". Następnie rynek od dołu powraca do przełamanej linii trendu, dotykając ją, ale nie będąc w stanie jej przekroczyć w górę - "3". Po utworzeniu się szczytu 3 sygnał sprzedaży jest już uformowany całkowicie.

Pisałem tu już kilkakrotnie mimochodem o pewnej całkowicie nowej rzeczy, którą testuję. Ponieważ wstępne, "domowe" testy owej "rzeczy" okazują się nad wyraz udane, również testy na dawnych notowaniach wydają się potwierdzać wartość metody, pora przystąpić do części trzeciej testów, nim ostatecznie zdecyduję się opublikować ową "rzecz". Część trzecia polegac bedzie na tym, ze podam tu, w blogu pewne daty w przyszłości i będę razem z Wami, Drodzy Czytelnicy sprawdzać czy owe daty zadziałają.

Konieczne kilka słów wyjaśnienia: owa "rzecz", nazwana przeze mnie roboczo "matrycą", jest systemem okreslania punktów zwrotnych. Matryca pozwala jedynie okreslić gołą datę punktu zwrotnego z dokładnością do plus - minus jednego dnia kalendarzowego od daty wyznaczanej teoretycznie, przy czym podczas pracy na danych z przeszłosci przekonywałem się nie raz ku swemu zaskoczeniu, ze najczęściej daty zgadzały się co do dnia! Matryca  nie pozwala określić, czy bedzie to szczyt czy dołek (może być i to i to), nie pozwala też określić rangi owego punktu zwrotnego. Najczęściej w punktach, wyznaczanych przez matrycę otrzymuje się jedynie kilkudniowe momenty zwrotne , choc czasem metoda daje ciekawsze rezultaty (niestety nadal nie znam zasad określających, kiedy matryca daje malo ważne, a kiedy ważne punkty zwrotne). Ogólnie rzecz biorąc, Matryca jest swego rodzaju pochodną Kalendarza Spiralnego Christopher'a Carolan'a, ale jest znacznie uproszczona w stosunku do niego i jeśli okaże się naprawdę coś warta, bedzie poważnym jego uzupełnieniem, które popchnie całą metodę Kalendarza mocno naprzód. Sama metoda jest przy tym tak prosta, że Matrycę można stosować samodzielnie, nawet nie znając żadnych zasad Kalendarza. Niestety, z pewnych przyczyn, o ktorych będę mógl powiedzieć dopiero po zakończeniu 3 fazy testów, działanie Matrycy ogranicza się do indeksów Dow Jones (DJIA) i SP500. Stosowanie matrycy do np. WIG20 na dzień dzisiejszy nie jest możliwe. Biorąc jednak pod uwagę, jak mocno ostatnio WIG20 koreluje się z USA, sądzę, ze mimo wszystko Matryca może zaciekawić także inwestorów z GPW. To tyle niezbędnych wyjaśnień, pora na obiecane daty:

30.10.2009

 4.11.2009

 6.11.2009

17.11.2009

28.11.2009

1.12.2009

8.12.2009

11.12.2009

17.12.2009

29.12.2009

31.12.2009

Niektóre z otrzymanych dat są względnie prawdopodobne jako chwilowe co najmniej punkty zwrotne i bez matrycy (np 30.10.09 - jako zakończenie miesiąca, częsty drobny punkt zwrotny albo 4.11.2009 - drugi dzień posiedzenia FED; takie dni również bywają częstymi punktami zwrotnymi). W przypadku 28.11.09 otrzymaliśmy sobotę (matryca nie rozróżnia weekendów), więc zapewne chodzi o piątek 27.11.09 lub poniedziałek 31.11.09. W przypadku 4 i 6.11.09 otrzymałem coś, co nazywam "punktem rozmytym" - możliwe, ze chodzi o jedną z tych dat jako punkt zwrotny, a może o obie.W tych dniach, jesli Matryca działa, powinniśmy zaobserwować przynajmniej chwilowe punkty zwrotne na amerykańskich indeksach. Sprawdzajmy to razem Czytelniku i zobaczy, co z tego nam zadziała!

Na koniec z nieco innej beczki:

Pan Prezes NBP Sławomir Skrzypek ostatnio (26.10.09) "dał głos", co mu się niezbyt często zdarza, i rzekł był, ze oczekuje nowej fali umocnienia Złotego. Oddajmy mu głos:

 Warszawa, 26.10.2009 (ISB) - Mocne fundamenty polskiej gospodarki i potwierdzające je ostatnie wyniki oraz związany z nimi powrót zagranicznych inwestycji mogą doprowadzić do nasilenia się presji na aprecjację złotego, uważa prezes Narodowego Banku Polskiego (NBP) Sławomir Skrzypek.

"Mocne fundamenty polskiej gospodarki, relatywnie dobre jej wyniki na tle innych krajów i związany z tym, obserwowany już powrót inwestycji zagranicznych do Polski skłania do opinii, że może nasilić się presja na aprecjację złotego, ale - zdaniem prezesa NBP - wiele przemawia za tym, że kurs złotego będzie bardziej stabilny niż w okresie minionych kilkunastu miesięcy" - podał portal NBPnews.

Skrzypek podkreślił, że potrzeba stabilizacji wartości złotego jest i będzie stale uwzględniana w decyzjach dotyczących polityki pieniężnej. (ISB)

Cóż, Panu Prezesowi możemy tylko pogratulować timingu niemal co do dnia, a Zespołowi analitycznemu NBP pogratulować niezachwianej wiary w to, ze tegoroczne ruchy na PLN wynikają przede wszystkim z "fundamentów polskiej gospodarki". Niestety - bazując na takich a nie innych podstawach NBP wydał prognozę, którą komputerowcy w swym żargonie określają jako : "garbage in - garbage out" czyli "śmieci do - śmieci z", w sam raz bowiem, gdy Pan Prezes oczekuje umocnienia PLNa, ten, jak na złość wziął i zaczął mu się osłabiać :-) co dokumentuje poniższy wykres Euro/PLN:

EUR/PLN daily - breaking trendline

Tak to już bywa z tymi urzędnikami i politykami - to najgorsi inwestorzy, prawie zawsze się mylący:-) Nawiasem mówiąc, to obrazek PLN-a potwierdza to, co wiemy z rynku akcji - "sprytne" pieniądze szukają bezpiecznych przystani i uciekają od ryzyka.

I to tyle na dziś.

PS. Tych, którzy chcieliby zapytać, co sądzę o rozwoju sytuacji w najbliższym okresie na rynkach akcji, odsyłam do końcówki jednego z moich poprzednich wpisów:

http://songmun.blox.pl/2009/10/To-wyglada-na-grubsza-sprawe.html

Na razie moje spojrzenie na ww. temat się nie zmienia. Zobaczymy, czy zachowanie rynku mnie do zmiany tego spojrzenia nie zmusi.

 

 
1 , 2 , 3 , 4