sobota, 19 listopada 2011

Rozpocząłem przenosiny bloga. Grafika, oferowana na nowym miejscu przekonała mnie ostatecznie - nie będę musiał spędzać godzin na dopasowywaniu ostrości obrazu i rozmiaru wykresu, szukając kompromisu między tymi dwoma opcajmi - obecnie wystarczy klinąć w obrazek, ktory sam się powiększy.

Na razie wszystko jest w proszku, ale liczę, ze sprawę względnie szybko opanuję. Na dziś niestety jakość i dodatki w nowym miejscu pozostawiają sporo do życzenia. Jak znam życie, pewnie wyskoczy też parę niespodzianek, zdaje się, ze pierwsza już jest - moderowanie komentarzy, czego chcialem uniknąć. Muszę nad zaletami i wadami nowego miejsca nieco głębiej popracować.

 Pierwszy, opublikowany na nowym adresie wpis jest troche nietypowy, jak na to, co ostatnio piszę, ale dotyczy tematu rynku, jak prawie zawsze u mnie. Kolejne będa już bliższe "standardowi".

 

OTO NOWY ADRES:

http://naturabramy.wordpress.com/

 

 Życzę przyjemnej lektury i do zobaczenia na nowym adresie!

poniedziałek, 31 października 2011

Jak niektórzy z moich Czytelników wiedzą, zdarzało mi się w sieci występować pod nick'iem Szutnik. I właśnie pod tym nick'iem postanowiłem uruchomić nowy projekt, mini-blog pt. "Z notatnika Szutnika".

Zdałem sobie sprawę, że jak do tej pory piszę głównie dla operujących na rynkach szeroko rozumianych instrumentów pochodnych. W moim pisaniu praktycznie pomijałem tych, którzy są zainteresowani akcjami polskich spółek. Postanowiłem to zmienić - stąd właśnie ten mój mini-blog, który bedzie w 100% zajmowac się analizą techniczną pojedynczych polskich akcji w formie nieco skróconej w stosunku do niniejszego bloga. Zamierzam zajmować się tam wyszukiwaniem perełek oraz wskazywaniem "antyperełek". Oczywiście będę to robił głównie moimi metodami, ale w planach mam też od czasu do czasu coś w rodzaju "ABC analizy technicznej na konkretnych przykładach". Co z tego wyjdzie, a co zostanie jedynie w planach zobaczymy w praktyce.

Na polskie spółki patrzę z dystansu, gdyż inwestuję wyłącznie za granicą, sądzę więc, że takie spojrzenie może dla wielu Czytelników być wartościowe.

Czas na adres mojego mini-bloga, wraz z pierwszą znalezioną "perełką". Ponieważ nie mozna komentować i zadawać pytań na owym mini-blogu, wszelkie ewentualne problemy i pytania proszę pozostawiać w komentarzach tutaj.

Oto ten adres:

http://www.stockwatch.pl/blog/Szutnik.aspx

Mam nadzieję, ze w ten sposób wypełnię częściowo lukę, którą dostrzegłem w tematyce bloga głównego.

 Wieczorny most,
Tysiąc rąk
Zimnych na poręczy.

Kikaku
(1661-1707)

sobota, 01 października 2011

Witam Szanownych Czytelników po dłuższej przerwie. Zanim przejdę do meritum dwa słowa wyjaśnienia – przerywam dłuższe milczenie na blogu, gdyż sytuacja życiowa , która spowodowała czasowe zawieszenie mojej poprzedniej aktywności nieco mi zelżała. To niestety nie oznacza, że wrócę do częstotliwości produkcji wpisów sprzed roku czy dwóch -przykro mi, to se ne vrati, jak mawiają Czesi.

Jest natomiast bardzo prawdopodobne, że blog ten, czy to tu, na blox’ie, czy gdzieś indziej, jeśli go ostatecznie przeniosę, nie pozostanie całkowicie martwy. Na dziś mogę stwierdzić tyle: w sytuacji, gdy znajdę coś naprawdę istotnego, a czas mi na to pozwoli, zrobię z tego wpis, gdy nie
pozwoli, postaram się przynajmniej wrzucić jakąś krótką notkę czy informację na ten temat w formie słownej, bez wykresów. Będzie to więc bardzo nieregularna aktywność i jeśli Szanowni Czytelnicy są nadal zainteresowani moimi wypocinami, sugerowałbym np. RSS lub zapisanie się na newslettera, co oszczędziłoby sprawdzania, czy na blogu nie pojawiło się coś nowego. Jeśli będzie to wpis z wykresami, to może się zdarzyć, że wykresy będą przedstawiać sytuację np.
sprzed kilku dni, co wynikać będzie z tego, że wykresy te opracowałem właśnie kilka dni temu i nie miałem czasu na ich aktualizację. Zaznaczam jednak, że będzie tak tylko wtedy, gdy uznam, że aktualna sytuacja na rynku rozwija się zgodnie z założeniami, wynikającymi z tamtego stanu „obrazka”. Generalnie starać się będę zamieszczać możliwie najbardziej aktualne wykresy, na ile tylko czas na to pozwoli.

Po tym słowie przedwstępnym możemy przejść do wstępu właściwego :-)

Inspiracją do tytułu tej notki była zapamiętana przeze mnie recenzja filmu pod polskim tytułem „Być jak John Malkowich” (oryginalnie: „Beeing John Malkowich”) Spike’a Jonze’a z 1999 r. Zarys fabuły filmu wg Wikipedii wygląda tak: „Lalkarz Craig Schwartz (John Cusack), pracujący jako urzędnik w nowojorskim biurowcu odkrywa na piętrze 7 1/2 tunel, pozwalający na "wejście" do umysłu aktora Johna Malkovicha.” Żeby było zabawniej, w filmie rzeczywiście występujeJohn Malkowich, grający samego siebie pod własnym nazwiskiem.

Filmu niestety nie widziałem, ale sama idea wydała mi się na tyle ciekawa, że ją zapamiętałem. Teraz wróciła, gdy szukałem tytułu dla tego wpisu.

Nie, nie zamierzam tu wchodzić w umysł Jeff’a Greenblatt’a na jakimś piętrze 7 1/2 i nie wiem, co siedzi w głowie Jeffa:-)

Chcę jednak pooglądać niektóre rynki, korzystając z narzędzi, wykorzystywanych przez niego. Stali Czytelnicy wiedzą, jakim szacunkiem darzę J. Greenblatt’a i jak wysoko oceniam jego sposób patrzenia na rynki. W ostatnim czasie mocno pracowałem nad doskonaleniem moich umiejętności w jego technikach analizy i śmiem twierdzić, że mój poziom posługiwania się
tymi narzędziami wreszcie stał się zadowalający na tyle, bym mógł bez wstydu
zaprezentować własne przemyślenia. Czy te techniki działają?  Z mojej dotychczasowej praktyki mogę to ująć w dwóch słowach: Jeszcze jak!

Po części przekonamy się o tym za chwilę wspólnie. Tak, jak pisałem w słowie przedwstępnym – jeśli znajdę coś naprawdę istotnego, postaram się o tym napisać na blogu. I właśnie coś takiego znalazłem, stąd ten właśnie wpis.

Nie będę tu szczegółowo tłumaczył wszystkich technik Jeff’a,które znam (niektórych nadal niestety nie znam); przekroczyłoby to zdecydowanie ramy tego wpisu, gdyż trzeba by w zasadzie sporządzić spory wyciąg z jego publikacji, który sam musiałby się stać co najmniej małą książką.
Zainteresowanych odsyłam do jego najbardziej znanej ksiązki, jako miejsca, od którego należy zacząć zapoznawanie się z tymi technikami:

 http://www.amazon.com/Breakthrough-Strategies-Predicting-any-Market/dp/1592802680

 Tym z Czytelników, którzy z tematem stykają się po raz pierwszy i nie są jakoś specjalnie do sprawy przekonani, należy się parę słów wyjaśnienia. Oto one:

 Największym osiągnięciem Jeff’a i tak właściwie jego „znakiem firmowym” jest odkrycie zasad, rządzących czasem powstawania ekstremów rynkowych o skali lokalnej lub długoterminowej. W zasadzie już na długo przed nim praktycy analizy technicznej wiedzieli, że niektóre ekstrema pojawiają się niekiedy cyklicznie w odległościach, wyznaczanych przez wyrazy ciągu Fibonacci’ego – np. znany jest wielu „cyklistom” cykl 90-dniowy, pojawiający się czasem na rynkach, będący tak naprawdę cyklem 89-dniowym (liczba Fibo). Trochę więcej na ten temat można znaleźć u Ganna, trochę u ludzi, przyznających się do bycia kimś w rodzaju uczniów Ganna , bądź wyraźnie będących pod wpływem jego metod np. Australijczyka Bryce’a Gilmore’a, czy Larry’ego Pesavento lub innych, związanych z kierunkiem analizy technicznej zwanym geometrią  rynkową czy harmonicznym handlem (harmonic trading).

Wiedza ta jednak nigdy nie była usystematyzowana w sposób jednoznaczny i nigdy nie została ujęta w ramy jakiejś w miarę precyzyjnej metody. Z tego co wiem, to Jeff jest odkrywcą tego, a przynajmniej pierwszą osobą, która to upubliczniła, tworząc dającą się zastosować metodę, podnoszącą skuteczność wyszukiwania miejsc otwierania i zamykania pozycji, a to chyba dla
każdego inwestora jest cenne.

Konkretnie jest to wiedza, w których momentach czasu należy oczekiwać wystąpienia ekstremów rynkowych poprzez liczenie np. sesji bądź dni i porównywanie otrzymanych wartości do wyrazów ciągów Fibonacciego i Lucasa, a także niektórych pochodnych różnego rodzaju liczb niewymiernych (np. współczynnika Fibonacciego, jego kwadratu, pierwiastka, pierwiastka z 5 itd.).
Co istotne, sposób występowania tych ekstremów (które trafiają precyzyjnie w prognozowane punkty, które nie, jakiego typu są to ekstrema : szczyty czy dna itd.) pozwala dość często zorientować się z jakim trendem mamy do czynienia (Jeff nazywa to byczą lub niedźwiedzią rotacją) i ta ostatnia obserwacja jest na pewno wyłącznie jego zasługą.

Jeff korzysta też z niektórych technik Ganna (np. kwadrat ceny i czasu – price time square), czy Andrews’a (widły) twórczo je rozbudowywując. Do tego tematu jeszcze wrócimy.

Po tym bardzo długim wstępie pora wreszcie na konkrety.
Konkrety zaczniemy od mało w Polsce obserwowanego przez inwestorów (Błąd! I to duży!) rynku długu w USA. Ściślej będą to obligacje długoterminowe, a jeszcze ściślej TY futures, czyli kontrakt terminowy na 10 letnie obligacje rządu USA czyli tzw. T-Notes. Kontrakt, a nie wykres konkretnych obligacji o jakimś terminie zapadalności, gdyż instrument ten można potraktować jako syntetyczny indeks całego rynku T-Notes. Jest on znacznie wygodniejszy w użyciu, jeśli celem jest sprawdzenie, co w obligacjach piszczy.

21.09.2011 roku FED zapowiedział rozpoczęcie „Operacji Twist”. W skrócie ma to wyglądać tak: FED sprzedaje posiadane papiery rządowe z krótkiej strony krzywej rentowności (3 miesięczne T-bills, 6 miesięczne czy roczne) a kupuje papiery po długiej stronie krzywej (5, 10 i 30-letnie).
Operacja ta wyceniona została na łączną sumę 400 miliardów USD.

Super! Skoro mamy słonia (FED), gotowego wydeptać nam ścieżkę w dżungli, należy zejść mu z drogi (nie otwierać krótkich), pozwolić robić swoje, i podążać krok za nim (trzymać długie pozycje w obligacjach lub kontraktach na nie), a pieniądze same będą płynąć na konto. Te papiery, które
FED kupuje będą rosnąć w cenie (ich rentowność będzie spadać). Przecież o to właśnie chodzi FED…jeszcze bardziej zmniejszyć i tak już historycznie bardzo niską rentowność po długiej stronie krzywej dochodowości, tak przynajmniej FED deklarował się po swym posiedzeniu.

Prawda, że proste, eleganckie i logiczne? I jakie łatwe pieniądze…wskakuje się do pociągu, a maszynista Bernanke zawiezie nas do raju. Zaraz, zaraz nie jest to za łatwe czasem?

Bestia o nazwie Rynek lubi sobie zadrwić z tych, którzy tak podchodzą do inwestowania. Wszystko wskazuje na to, że i tym razem stosujący tę piękną i logiczną strategię staną się ofiarami Bestii, przynajmniej ci, lewarujący swe obligacyjne zakupy, np. poprzez długie na TY futures właśnie:

 TY future + engulfing bearish line

 

 Zerknijmy na wykres. Proszę zauważyć dwuświecową formację na szczycie (tu akurat zielona i czerwona świeca w niebieskiej elipsie), zwaną objęciem bessy. Nie jest ona może podręcznikowa z wyglądu, nie mniej jednak spełnia kryteria tej formacji. Dodatkowo od 23.09. mamy 3 wyraźne czarne (akurat na tym wykresie raczej czerwone…) świece spadkowe. Ich rozmiary nie są jakoś oszałamiające, ale trochę naciągając podręczniki świecowe można im przypisać podobieństwo do zapowiadającego spadki układu, zwanego 3 czarnymi krukami.

Nie ma sensu bym pokazywał tu wykresy RSI i tracił czas na ich opracowanie, więc tylko opiszę, jak wygląda obraz na bazie tego oscylatora, kto nie wierzy, niech sam sprawdza: wyraźna dywergencja na dziennym RSI(14) – szczyt  RSI z 22.09  jest dużo niższy od sierpniowego, odwrotnie, niż na instrumencie bazowym. Również na tygodniowym RSI(14) mamy wyraźną
dywergencję z sierpniem, połączoną ze spadkiem oscylatora poniżej strefy 70 pkt. W chwili gdy to piszę, na miesięcznym RSI(14) mamy poziom 66 pkt, ale 23.09 była to wartość 69 pkt, blisko strefy wykupienia 70pkt. A więc obraz jest jasny – obligacje są mocno wykupione, z wyraźnymi dywergencjami.

Przejdźmy teraz do metod Greenblatt’a, bo w końcu głównie o tym mamy wpis, prawda?

Na wykresie zaznaczyłem kilka dołków w lutym, marcu i lipcu 2011. Proszę zauważyć, jak dokładnie odliczając odpowiednio sesje od tych dołków, trafiamy w nasze objęcie bessy. Oto mamy :

- 161 (pochodna od 1,618) sesji od dna z 9.02.2011

- 144 (liczba Fibo i Ganna) sesji od dna z 4.03.2011

- 60 (czyli 61-1, pochodna od 0,618, także liczba Ganna) sesji od dna z 1.07.2011

Ten szczyt leży dokładnie w obszarze wielu zależności harmonicznych, na czymś, co osobiście nazywam czasowym oporem Greenblatt’a. Jak widać, opór czasowy zadziałał – stąd nasze objęcie bessy. Przekonamy się, że to nie jedyne zależności harmoniczne tego szczytu. Jest ich tyle, że aby nie zaciemniać obrazu, wypisuję je tylko pod spodem, kto nie wierzy, niech sprawdza:

- 117 (pochodna od 1,17 jednej z 2 liczb, obrazującychwzajemny stosunek sąsiednich wyrazów ciągu Fibo i Lucasa. Druga z tych liczb to 1,382. Proszę sprawdzić np. na liczbach 55, 89 z ciągu Fibo i 76 z ciągu Lucasa dzieląc 89 :76 =1,17. Wariant z 1,382 to 76 : 55 = 1,382. Te stosunki pojawią się zawsze, gdy będziemy przez siebie dzielić sąsiadujące liczby z ciągu Lucasa
i Fibo) sesji od dołka z 11.04.2011

- 46 (47-1, liczba Lucasa) sesji od dna z 21.07.2011

Pokazałem same trafienia od dołków, gdyż w myśl tzw. zasady rotacji, odkrytej przez Jeff’a właśnie, aby byczy trend się kontynuował, powinniśmy w miejscu oporu czasowego, wyskakującego z taką precyzją, dostać raczej jakiś lokalny dołek, a nie szczyt. Pojawienie się szczytu w takim miejscu jest wstępną sugestią, że być może trend się skończył.

Zerknijmy teraz na układ tygodniowy:

- 29 (liczba Lucasa) tygodni od dołka z marca 2011,

- 46 (47-1, Lucas) tygodni od szczytu z listopada 2010

- 76 (Lucas) tygodni od dna z kwietnia 2010

- 89 (Fibo) tygodni od dna z przełomu 2009/2010

- 144 (Fibo, Gann) tygodni od szczytu z grudnia 2008

-199 (Lucas) tygodni od drugorzędnego szczytu z XII 2007

- 423 (pochodna od 4,236) od dołka z sierpnia 2003

- 609 (610-1, liczba Fibo) od dołka ze stycznia 2000

Uff. Mam ciągnąć to dalej w przeszłość? Tu jest mnóstwo układów harmonicznych! Ten opór czasowy jest bardzo silny! Trudno się dziwić, że zadziałał przy tak wykupionym rynku. Ten 23.09 to najwyraźniej jest istotny dla obligacji szczyt! 

Teraz coś z innej beczki, co potwierdzi potencjalną ważność tego szczytu.

Wróćmy do układu sesji dziennych. Szczyt z 23.09 to 131,93 pkt, zaś dołek z dnia 4.03.2011 to 117,63. Między tymi datami rynek wzrósł o dokładnie 14,3 punkta w czasie 144 sesji, a jeśli policzyć dokładniej w układzie intraday, to tak naprawdę jest tych sesji 143,3 czyli w czasie jednej sesji rynek TY futures rósł w tym okresie średnio o  0,1 punkta (ściślej 0,0998, ale nie bądźmy przesadnie drobiazgowi).

Przypadek? Otóż nie. Na pojawianie się tego typu zależności zwrócił uwagę już W.D. Gann, a Jeff rozszerzył zakres stosowania tej metody. Gann zaobserwował , że po zaistnieniu takiego zjawiska, które nazwał „kwadratem cenowo – czasowym” (price time square) trend prawie zawsze się odwraca. Tutaj mamy bardzo precyzyjny square i do tego prosty (zależność typu 1:10 jest pochodną pierwotnej, ulubionej przez Ganna 1:1, którą obecnie bardzo trudno zaobserwować w dobie indeksów liczonych w tysiącach punktów, stąd wartości typu 1:10 czy 1:100 stają się odpowiednikiem 1:1 Ganna).

To potwierdza betonową wprost siłę oporu czasowego i rangę naszego szczytu.

Proszę zauważyć, że te prawie 132 punkty na TY futures odpowiada rentowności 1,7% na obligacjach bazowych kontraktu. To jest wartość poniżej minimum z dna z grudnia 2008 roku, gdy wokół wszystko się sypało, a LIBOR zamarzł! I wszystko to w dobie, gdy inflacja CPI rok do roku w USA wynosi wg ostatniego odczytu 3,8%! 

Kupując obligacje jak szalony , rynek najwyraźniej dyskontował wejście USA w recesję i to chyba poważniejszą, niż ta ostatnia z lat 2008/09. Czy aby na pewno dobrze robił? W sytuacji, gdy FED 21.09 puszczał w świat sygnały, że z gospodarką USA nie jest tak źle?

Przekonamy się już wkrótce, wszak ISM przemysłowy już w poniedziałek, 3.10.2011. Konsensus na ten dzień pokazuje wartość 50,6 czyli ledwo 0,6 punkta ponad granicą recesji. Patrząc na wymowę naszego szczytu na obligacjach widać, że znacznie więcej miejsca jest na pozytywną niespodziankę, a dzisiejszy (30.09) odczyt z Chicago PMI na poziomie 60,4 może to zapowiadać.

- Dobra koleś, fajne to wszystko, widać że jesteś niezły z matmy
 i zakręcony na cyferkach, naprodukowałeś się tu, ale jakoś nie widzę,
jaki to miałoby mieć związek z moimi krótkimi na FW20Z11, które trzymam w
oczekiwaniu na rychłe bankructwo Grecji i ogólny krach na rynkach…

Już odpowiadam. Otóż ma i to spory…Jeśli jeszcze nie zauważyłeś Czytelniku wyraźnej i silnej odwrotnej korelacji między ruchami na obligacjach USA a rynkami akcji, zwłaszcza tu, w Europie, to chyba musisz mocno potrenować patrzenie na rynki. Żeby Ci nieco ułatwić, proponuję poszukać sobie, jak wygląda obraz rentowności bazowego instrumentu powyższej analizy, czyli 10
letnich T-Notes. Będziesz zaskoczony, jak bardzo ten wykres przypomina swoim wyglądem…spadki na europejskich indeksach. Zresztą to chyba nic dziwnego, biorąc pod uwagę, że słusznie czy nie, ale wielki kapitał nadal uważa obligacje rządu USA za najbezpieczniejsze schronienie pod Słońcem.

Osobiście mam wrażenie, że FED doskonale zdawał sobie sprawę że Twist’ując nie zbije jeszcze niżej rentowności obligacji długoterminowych, co oficjalnie ogłaszał, i tak naprawdę wcale nie było to jego zamiarem. FED wiedział, że tym ruchem ma szanse wypłoszyć część pieniędzy z bezpiecznej przystani i puścić je w obieg i o to od samego początku chodziło.

- Głupie to, co piszesz koleś. A komu tym FED miałby się przysłużyć?

Jak to komu? Bankom. Spróbuj Czytelniku przy takiej płaskiej krzywej dochodowości (3 miesięczne T-bills –0,03% a 10 letnie T-Notes 1,7%) prowadzić dochodowy bank...Oczywiście FED nie mógł tego oficjalnie powiedzieć na głos, by kółko degustatorów indyjskiego naparu z liści nie skoczyło do gardła panów gubernatorów.

Jeśli więc na obligacjach mamy taki betonowy szczyt i kierunek raczej na południe niż północ to może….krachu na greckim bankructwie, na który prawie WSZYSCY czekają, bo przyjdzie na dniach, nie będzie? Może bycie niedźwiedziem TERAZ nie jest jakoś specjalnie bystrym podejściem do rynku?

- Eee tam, marudzisz koleś. Powiedz lepiej czy masz coś na temat rynków
Eurozony, albo nie zawracaj głowy, bo słucham teraz w radiu transmisji
z Berlina. Niezbyt rozumiem po niemiecku, więc mi przeszkadzasz! Jak Bundestag
powie „Nein!” to Grecja….itd.

Ano, mam i służę uprzejmie. Oto wykres francuskiego indeksu CAC40, jednego z liderów tegorocznych letnich spadków (gorzej w Eurozonie wygląda tylko mediolański FTSE MIB) z naniesionymi widłami Andrews’a. W składzie CAC40 bardzo dużo znaczą banki, umoczone w grecki dług rządowy. Nie będę się rozpisywał o dywergencjach – to każdy może sobie sprawdzić sam. Proszę zauważyć jak ładnie po szczycie z 2.05.11 ważniejsze ekstrema trafiają w linie wideł – to podkreśla ich rangę i ważność wybranych do budowy tego narzędzia miejsc, a także samych wideł dla „prowadzenia” wykresu:

CAC40 daily + pitchfork

I co tu mamy na dolnej linii wideł? Czyż to nie świeca Takuri, (czyli „wielki młot”) testująca 23.09. swym dolnym cieniem siłę tej linii? A czy razem ze świecą z 26.09 nie robi nam się tam objęcie hossy (engulfing bullish line), potwierdzone na następny dzień? Siła Takuri lubi być testowana przez rynek po jakimś czasie i pewnie nas to wkrótce czeka, zobaczymy, co warte jest to dno.

 CAC40 engulfing bullish line

A zobaczmy na squaring Ganna/Greenblatta.

Szczyt 2.05.2011 w Paryżu to 4137,75 ; dołek z 23.09 to 2693,21 pkt.

 Jak to policzyć to mamy ruch 1444,54 pkt między tymi ekstremami. Między tymi datami jest,
uwaga…144 dni kalendarzowe dla odmiany, a nie sesje!

1444,54 : 144 = 10,03

 Znowu piękny, prosty squaring pochodny od 1:1. To dno jest bardzo mocne!!! A jak to  interpretować? Pozwoliłem sobie zapytać o pewne niuanse interpretacyjne samego Jeff’a.

Pomimo swego zagonienia (w ostatni weekend był na Money Show w Las Vegas jako jeden z prelegentów, ledwo co wrócił, co tydzień wypuszcza 2 ok. 30 stronicowe raporty dla swoich klientów, pisuje dla magazynu „Futures”, a jeszcze sam inwestuje w kontrakty na Nasdaq100 itd.) Jeff okazał się chętny do udzielenia wielu wyjaśnień. Po prawdzie to liczyłem na to, że moje obserwacje z europejskich indeksów go zainteresują, gdyż nie obserwuje on rynków z naszej
części świata. Oto fragment jego odpowiedzi w moim tłumaczeniu:

To, co znalazłeś na CAC to jest dokładnie to, czego zawsze szukamy.
 […]Widzę, że CAC ma szczyt w lutym, a szczyt z maja jest tylko
drugorzędny. Rzecz w tym, ze jeśli ten szczyt jest drugorzędny, to zwrot,
wynikający ze squaringu ma najprawdopodobniej tylko średnioterminowy charakter.
Jednakże biorąc pod uwagę to, że majowy szczyt jest tak blisko lutowego, to
powinno to mieć jakieś większe następstwa. […]To by znaczyło, że Europa chyba
tym razem jeszcze raz zostanie uratowana, a pojawienie się prawdziwych kłopotów
uda się odsunąć w czasie do jakiegoś następnego razu. Z drugiej strony,
ponieważ odczyt jest tak precyzyjny, to ewentualne szybkie przełamanie tego tak
silnego dołka w dół będzie oznaczać, że wszyscy mamy naprawdę bardzo duże kłopoty”.

 Tyle Jeff. A co na DAX? Będzie już bez wykresu:

Tu także jest squaring, choć nie taki czysty, jak w obu powyższych przypadkach. Widać go dopiero na tygodniowym interwale:

 Szczyt  z 2.05 to 7600,41 dołek z 23.09 to 4973.92 co daje 2626.49 pkt ruchu. 144 dni to 20,57 tygodni.

2626,49 : 20,57 = 127,68

Te 127,68 po przesunięciu przecinka o 2 miejsca w lewo (tę sztuczkę w squaringu stosuje Jeff) daje 1,2768, bardzo bliskie 1,272, pierwiastka kwadratowego z 1,618 Fibonacci’ego. 

A na WIG20? Tu też jest squaring i to podwójny, podobnie jak na DAX nie taki precyzyjny  i nie taki czysty, jak dla CAC40. Dał się wyłapać w wersji tygodniowej:

Szczyt z 8.04.2011 – 2942,39

Szczyt z 1.06.2011 – 2916,64

Dołek z 23.09.2011 – 2018,99

1. Kwiecień - wrzesień

 2942,39 – 2018,99 = 923,4 pkt

między szczytem a dołkiem jest 168 dni czyli dokładnie 24 tygodnie, stąd:

923,4 : 24 = 38,47

Sztuczka z przecinkiem i mamy 0,3847, bardzo blisko 0,382, prawda?

2. Czerwiec – wrzesień

2916,64 – 2018,99 = 897,65

Między szczytem a dołkiem jest 114 dni czyli 16,3 tygodnia

897,65 : 16,3 = 55,07

Tu nie trzeba robić sztuczki z przecinkiem. 55 to liczba z ciągu Fibonacci’ego….

Wracając jeszcze na chwilkę do wideł Andrews’a i CAC40. Andrews twierdził, że jeśli rynek zatrzyma się i odwróci na dolnej linii wideł to istnieje 80% prawdopodobieństwo, że będzie testować środkową linię wideł, która działa na instrument „jak magnes”. To wyznaczałoby nam całkiem rozsądny, minimalny zasięg korekcyjnego odbicia jako okolice 3200 – 3300 pkt.

 Ciekawą sprawą jest to, że amerykańskie indeksy zatrzymały się w sierpniu 2011 na czasowym wsparciu Greenblatt’a w okolicach 610 sesji (liczba Fibo) od swego dna z 6.03.2009 roku i od tego czasu bronią się powyżej uzyskanych wtedy minimów. Najsilniejszy z amerykańskich indeksów, Nasdaq100, zaliczył oba swe sierpniowe dołki odpowiednio na 610 i 618 (pochodna 0,618) sesji od dna z marca 2009 wykazując tym samym długoterminowo to, co Jeff nazywa
„byczą rotacją”.  Ściślej rzecz ujmując: NDX zaliczył te dołki na 611 i 619 sesji ale odchylenie 1 sesji jest tu dopuszczalne.

Tymczasem  indeksy europejskie przeleciały jak kamień swoje analogiczne wsparcia czasowe na 610 i 618 sesji (nota bene – wypadały dla nich najczęściej pod koniec lipca), albo nie dając poważniejszych reakcji, albo dając w okolicy tychże sesji jakieś lokalne, mało istotne technicznie szczyty.

To bardzo istotny rozdźwięk między Europą a USA -najprostszą i najbardziej logiczną jego interpretacją na bazie obserwacji Greenblatt'a byłoby przyjąć, że w USA nie straciliśmy jeszcze szansy na poprawę tegorocznych szczytów w ramach nadchodzących wzrostów, przynajmniej na niektórych indeksach, podczas gdy w Europie zdecydowanie tak.

Zwłaszcza patrząc na indeks Nasdaq100, jego siłę i ciągle występującą „byczą rotację”, także na pomniejszych dołkach, mam takie właśnie wrażenie i przyznam się, ze jest to mój główny faworyt do poprawy swego względnie niedawnego szczytu z lipca 2011.

W Europie, wobec braku „byczej rotacji” z dawniejszymi dołkami, rzecz wydaje się sprowadzać tylko do korekty całości tegorocznych spadków, ale to dla takiego np. DAXa oznaczać może w praktyce próbę dotknięcia od dołu okolic dołka z marca 2011 czyli rejonu 6500 pkt, jeśli nie nawet pójście jeszcze trochę wyżej. Analogicznie – dla CAC40 plan minimum to dotknięcie linii środkowej wideł (okolice 3200-3300) Andrews’a, planem maksimum powinno być dotknięcie górnej linii wideł, obecnie w okolicy 3850, ale systematycznie opadającej w dół.

Obecne spadki w Europie są zatem w mojej opinii klasycznym testem wywalczonych 23.09.11 dołków i powinny zatrzymać się powyżej minimów z tego dnia. Analogicznie powinno stać się z takim indeksem, jak amerykański Dow Jones IA, gdzie poziom 10 600 pkt powinien się obronić, tak, jak 1100 na S&P500, pomimo niezbyt ładnych świec spadkowych. Podobnie najświeższe wzrosty na długoterminowych obligacjach wydają się być tylko testem szczytu na zasadzie lustrzanego odbicia tego, co robią indeksy akcyjne.

Warto pamiętać, że Gann bardzo bacznie przyglądał się ruchom rynków w okolicach równonocy czy to wiosennej, czy jesiennej i przywiązywał do nich sporą wagę....

- Eee tam, kolego – nudzisz. Grecja, bankructwo,krach, Grecja, bankructwo, krach… i shorty shorty shorty...

Trochę racji masz o tyle, że na sygnał wejścia w długie trzeba jeszcze chwilkę poczekać, przynajmniej do czasu pozytywnego testu ostatniego dołka na europejskich indeksach. To, że wychodzą układy harmoniczne lepiej jest traktować jako alarm gotowości do wejścia w pozycje, niż od razu po zauważeniu wchodzić bez zastanowienia. Na razie, jak to często przy dnie, zmienność jest spora i sytuacja typu 3 dni ostro w górę 3 dni ostro w dół może niejednego tradera wybić z pozycji. Trzeba spokojnie poczekać, aż zmienność zacznie spadać.

Shorty? Jeśli lubisz biegać w głównym stadzie, to możesz się cieszyć – zdecydowanie jesteś w nim. Wiem, jak to fajnie być w większości. Wszyscy wokół wspierają Twój ogląd spraw, masz więc psychiczny komfort. Oto ostatnie odczyty AAII sentiment survey:

21.09: Byki – 25,3%, Neutralni – 26,7% Niedźwiedzie – 48%

28.09: Byki - 32,5%, Neutralni-20,7%, Niedźwiedzie – 46,8%

 Przyjrzyj się, jak to wyglądało w okolicach sierpniowych dołków i poszukaj sobie, jakie sa wartości średnie tych parametrów...

http://www.aaii.com/sentimentsurvey/sent_results

 Masz prawo do swojej opinii. Pozwolisz jednak, że ja pojadę inną drogą?

 Bull and bears

 

Uwaga – tekst pisany głównie 28-29.09.2011. Wykresy zaktualizowane na 30.09.

 

Liście
Padają na kamień
Koło wody.

Joso (1661-1704)

poniedziałek, 09 maja 2011

„Jeśli chcesz rozbawić Boga, opowiedz mu o swoich planach!”
– to cytat z filmu „Bella” w reżyserii Alejandro Monteverde.

Bóg musiał się bardzo głośno śmiać, gdy umieszczałem tu mój
ostatni wpis. Wtedy planowałem przenosiny na inny serwer, wszystko wskazywało
na to, że byłby to Wordpress. Nawet zacząłem tam się rejestrować. Zastanawiałem
się też nad formułą przeniesionego bloga: rzadziej, ale więcej (czyli mniej
więcej po staremu) czy może dużo mniej, powiedzmy jeden wykres i krótka treść,
ale z większą częstotliwością.

Pośmiawszy się zdrowo, już w lutym Bóg postanowił pokazać
mi, że najlepszym planem na życie, jaki można mieć to: „Spodziewaj się
Niespodziewanego” – otrzymałem nieoczekiwaną propozycję przejścia na inne
stanowisko, taką z gatunku „nie do odrzucenia”, więc z konieczności przyjąłem.
Niestety, zmiana stanowiska wiązała się z tzw. „dyspozycyjnością”....

W marcu doszła mi do tego konieczność poważniejszej opieki
nad kimś z rodziny, a w kwietniu posypało mi się na nowym stanowisku i teraz
jestem w fazie wydobywania się spod gruzów, która, jeśli dobrze pójdzie,
zakończy się w sierpniu – wrześniu. Do tego moje dzieci jakby się zmówiły ze
sobą i postanowiły pokazać, że muszę poświęcić im więcej czasu.

 

Nie pisze tego wszystkiego, by użalać się nad sobą. Nie. To
po prostu kolejny życiowy zakręt, których kilka już zaliczyłem i pewnie kilka
takich jeszcze będzie. Trzeba to przejść i tyle. Znam sporo osób, które
natychmiast i z dziką rozkoszą zamieniłyby swoje problemy na moje, więc nie
narzekam, bo tak naprawdę nie ma na co. Rzecz w tym, że nowa sytuacja, w której
obecnie się znajduję, wymusiła u mnie istotną zmianę priorytetów i niestety
spowodowała usunięcie bloga z listy spraw ważnych. Wobec tego jestem zmuszony
zawiesić tego bloga na czas nieokreślony i w ogóle znacząco zmniejszyć swoją
obecność w internecie. Może kiedyś wrócę do pisania bloga, ale dziś nie
potrafię powiedzieć, kiedy to może nastąpić.

Na zakończenie tego wpisu przekopiowywuję mój wpis, który zostawiłem u
Wojciecha Białka, bo uważam sprawę w nim poruszoną za bardzo ważną i chcę, byś
i Ty mógł to przeczytać, Czytelniku:

 

Polecam 2 bardzo istotne teksty dr Johna Hussmanna na temat QE, odwrócenia QE i
ścieżki podwyżek stóp procentowych w USA:

www.hussmanfunds.com/wmc/wmc110411.htm

www.hussmanfunds.com/wmc/wmc110425.htm


Do tej pory raczej intuicyjnie wyczuwałem, ze kroków podwyżek może być
niewiele. Ponadto z moich rozważań czasowych wychodziło mi, że na przełomie lat
2011/12 będziemy mieli wyraźny skok inflacji w USA, a nie umiałem sobie tego
pogodzić z końcem QE2.

Hussmann pokazuje, że te moje intuicje nie są takie znowu bezpodstawne, malo
tego - rzeczowo dowodzi, ze w obecnych warunkach podniesienie stóp procentowych
bez adekwatnego "zdjęcia" pieniądza z bazy monetarnej poprzez
operacje rynku otwartego mogą dać...impuls inflacyjny, w efekcie
otrzymalibyśmy...inflację w wyniku podwyżki stóp procentowych (sic!)

Z jego szacunków wynika, że nawet próba podniesienia stóp tylko o 25pb bedzie
wymagać całkowitego odwrócenia QE2 i zdjęcia podobnego rzedu sumy z bazy
monetarnej by nie wywołać skoku inflacji. Wystarczy, by FED w wyniku błędnych
szacunków lub z rozmysłem zdjął nieodpowiednią sumę z bazy monetarnej i już
mamy ten oczekiwany przeze mnie skok inflacji.

Naprawdę intrygujące teksty - gorąco polecam - dawno nie czytałem czegoś o
podobnym poziomie istotności.

 

Życzę sukcesów inwestycyjnych i do zobaczenia gdzieś, kiedyś w Internecie!

 

Nawet to, nawet to.
Poddanie się Niebiosom -
Koniec roku.

Issa

 

niedziela, 23 stycznia 2011

Dzisiejszy wpis to będzie Cicer cum gaule czyli mówiąc po polsku groch z kapustą albo mieszanka wszystkiego. Większość analizy oparta będzie na bardzo prostych technikach. Czasem takie proste sposoby pozwalają znaleźć zupełnie zadowalające odpowiedzi.

Zacznijmy od indeksu CRB, obrazującego koniunkturę w sektorze surowcowym. Tak właściwie, to będziemy oglądać jego kolejną mutację, czyli ściślej mówiąc „Thomson – Reuters/Jefferies CRB index”, a jeszcze ściślej, to wykres ciągły kontraktów futures na ten indeks, notowanych na giełdzie towarowej ICE. Osobiście wykorzystuję ten instrument po to, by mieć ogólny ogląd  sytuacji w całym sektorze surowcowym, dopiero potem przyglądam się poszczególnym, interesującym mnie instrumentom z rynku surowcowego.

Ponieważ nie wszyscy Czytelnicy to wiedzą, nim przejdziemy do meritum pozwolę sobie przybliżyć skład indeksu, by mieć lepsze pojęcie, co ten indeks pokazuje i czego można po nim oczekiwać, a co może umknąć, jeśli zbyt mocno potraktować go jako reprezentanta całego spektrum rynku towarowego. Stary indeks CRB zwany obecnie CRB Continous Commodity Index, wprowadzany jeszcze w 1957 roku był indeksem nieważonym, bazującym na średniej geometrycznej cen poszczególnych towarów. Było to niewygodne dla dużych funduszy, których głównym obszarem zainteresowania jest rynek surowcowy. Pod wpływem ich sugestii (i ofert konkurencji) indeks został w 2005 roku przekonstruowany (po raz kolejny zresztą) wagowo tak, by dostosować go bardziej do ich potrzeb, zmieniono także sposób uśredniania na „arytmetyczny z miesięcznym równoważeniem”  i od tamtego czasu jego skład przedstawia się następująco:

-        Ropa naftowa (crude oil) – 23%

-        Benzyna bezołowiowa (unleaded gas RBOB) – 5%

-        Olej opałowy nr 2 (heating oil) – 5%

-        Gaz ziemny (natural gas) – 6%

-        Glin (aluminum) – 6%

-        Miedź (high grade copper) – 6%

-        Nikiel (nickel) – 1%

-        Kakao (cocoa) – 5%

-        Kawa (coffe) – 5%

-        Kukurydza (corn) – 6%

-        Bawełna (cotton) – 5%

-        Świnie (lean hogs) – 1%

-        Bydło (live cattle) – 6%

-        Sok pomarańczowy (orange juice) – 1%

-        Soja (soybeans) – 6%

-        Cukier (sugar) – 5%

-        Pszenica (wheat) – 1%

-        Złoto (gold) – 6%

-        Srebro (silver) – 1%

 Już pobieżny rzut oka na skład indeksu pozwala zauważyć, że metale szlachetne są w indeksie wyraźnie niedoważone i ich ruchy wpływają w najmniejszym stopniu na obraz zachowania CRB. Najmocniej na zachowanie indeksu oddziałują paliwa, stanowiąc 39% wagi indeksu, szeroko rozumiany rynek rolny – 41%, następnie metale przemysłowe – 13% i na końcu metale szlachetne, zaledwie 7%.Towarem najmocniej reprezentowanym jest oczywiście ropa naftowa, co jest w tej chwili powszechną tendencją we wszystkich indeksach towarowych. Powoduje to, ze czasami indeks CRB zachowuje się podobnie do ropy naftowej, zwłaszcza wtedy, gdy zmiany cen pozostałych grup towarów wzajemnie się znoszą, ale jest to względnie rzadkie zjawisko, w odróżnieniu od indeksu towarowego GSCI, promowanego przez Goldman Sachs. Indeks GSCI w 68% składa się z ropy naftowej, co powoduje, że praktycznie powiela ruchy tego surowca.  To wprowadzenie i omówienie składu indeksu było konieczne, by mieć właściwą perspektywę i uniknąć zbędnych pytań co do natury ruchu indeksu, nie uwypuklenia zmiany trendu na którymś ze składników itp .

Teraz możemy już przejść do zasadniczej treści wpisu. Zacznijmy od długoterminowego wykresu indeksu CRB, od roku 1999:

 TR/J CRB index future weekly 

Zwolennicy Fal od razu dostrzegą tu 5 – falową strukturę w latach 1999-2008. Następnie mamy gwałtowny spadek do poziomu 200 pkt z początkiem 2009 roku,  znoszący nieco ponad 76,4% a dokładniej ok. 78% (0,786 to pierwiastek kwadratowy ze współczynnika Fibonacci’ego czyli 0,618) poprzedzających go wzrostów. Obecnie indeks CRB dociera do strefy 61,8% wzrostów  z lat 1999-2008. Najwyraźniej może mieć z tą strefą mały problem – na tygodniowym RSI(14) widać wyraźne wykupienie połączone z coraz niższymi szczytami i charakterystycznym „zakręceniem” linii oscylatora:

TR/J CRB index fut RSI 

Poniżej dzienny wykres CRB. Proszę zwrócić uwagę na ciekawą rzecz – rynek wyhamował dokładnie na strefie 2,618 wzrostów z okresu czerwiec – sierpień 2010 (różowa linia), formując w tym miejscu dokładnie na ostatnich sesjach 2010 roku i pierwszej sesji 2011 układ 3 świec podobny do Gwiazdy Wieczornej. Aby była to typowa Gwiazda Wieczorna, trzecia, długa czarna świeca powinna otworzyć się poniżej zamknięcia małej środkowej czarnej (stanowiącej tytułową „gwiazdę” w tej 3 – świecowej formacji). Jakkolwiek podręcznikowy układ nie jest w tym wypadku spełniony, to jednak „duch” formacji jest zachowany – pojawiła się na oporze, wynikającym z projekcji Fibonacci’ego potwierdzając jego znaczenie, a późniejsze zachowanie CRB przy dochodzeniu do szczytu naszej domniemanej Gwiazdy i problemy z utworzeniem zamknięcia powyżej jej szczytu wskazują na istotność tego poziomu. Przy okazji – niebieska linia przerywana, widoczna na poziomie ok. 340 punktów, nieznacznie powyżej różowej, to linia 61,8% z pierwszego wykresu, pokazującego indeks CRB w szerszej perspektywie.

Nie bawiłem się w próby oznaczenia Fal dla CRB, by nie zaciemniać obrazu, jednak patrząc na samą kwestię wzajemnych proporcji ruchów i ich kształty trzeba uznać, że ruch ten ma charakter trójek, nie piątek, stąd cały ruch CRB w górę od dołka w 2009 r. trzeba traktować jako element struktury korekcyjnej (fali B?).

TR/J CRB index fut daily + evening star

 Wygląda na to, że nadchodzi korekta na surowcach, moim zdaniem zbliżona rozmiarami i/lub czasem trwania do tej z pierwszej połowy zeszłego roku. Co prawda CRB może jeszcze ostatnim wysiłkiem, wypchnięty w górę przez najsilniejsze obecnie zboża, spróbować dotknąć niebieskiej linii w okolicach 340 pkt w nadchodzącym tygodniu, ale na nic więcej siły mieć nie powinien. Surowce są już zmęczone marszem w górę i potrzebują zdrowej korekty.

A może to już odwrócenie trendu, jak chcą tego niektórzy?

Chyba jeszcze nie. Na razie coś, co odkrył Jeff Greenblatt i nazwał Rotacją, wykazuje na indeksie CRB cechy byczej, a nie niedźwiedziej rotacji w układzie długoterminowym (tygodnie). W układzie dziennym pojawiają się już lekkie zaburzenia Rotacji, co może wskazywać na to, że rozwijająca się korekta  będzie mieć kształt skomplikowanej korekty płaskiej, kiedy zarówno bycza jak i niedźwiedzia rotacja nie działają tak, jak powinny w trendowych rynkach. Kto czytał książkę Jeff’a ( tytuł w zakładce bloga „Literatura”) wie, o czym mówię. Pozostałym Czytelnikom mojego bloga mogę tylko obiecać, że kiedyś temat przybliżę, gdyż gdybym chciał to zrobić teraz, musiałbym ten i tak już dość długi wpis powiększyć tak ze 3 razy, a wykład trzeba by rozpocząć od zupełnych podstaw czyli obserwacji skupisk oporów czasowych nim przeszlibyśmy do kwestii samej Rotacji, na co dziś nie mam już sił po zmaganiach z dostosowaniem obrazków do poziomu jakiej takiej oglądalności, ani też czasu. Dzisiaj zdecydowanie chcę się skupić na obrazie rynków, kwestie metodologiczne pozostawiając na boku. Zaciekawionych tematem Czytelników gorąco zachęcam do przeczytania książki Jeffa – naprawdę warto!

Przejdźmy do rynków akcyjnych. Chciałbym nieco więcej czasu poświęcić niemieckiemu DAX’owi, a przy okazji zahaczyć o polski WIG20. Na pierwszy ogień wrzucam długoterminowy wykres DAX’a w układzie tygodniowym. Widać, ze DAX wybrał sobie bardzo ciekawy układ Wideł Andrews’a:

Dax weekly+ Andrew's Pitchfork 

 W typowym przypadku widły rozpina się pomiędzy ważnymi ekstremalnymi punktami. Tu logiczne byłoby rozpięcie w oparciu o dołek z 2003 i 2009, jak to zrobiłem, oraz o któryś ze szczytów z 2007 roku. Tymczasem rynek wybrał sobie szczyt z maja 2008 jako trzecie ekstremum do rozpięcia Wideł i trzyma się tego z żelazną konsekwencją. Od drugiej połowy 2009 roku każde zbliżenie DAX’a do tak wyrysowanej linii środkowej (Middle Line) Wideł owocowało co najmniej 2-3 tygodniową korektą, z których ostatnia, pod koniec 2010 roku, była zdecydowanie najkrótsza zarówno pod względem czasu, jak i wielkości zniesienia. Ale nic straconego – najwyraźniej ostatnia tygodniowa świeca, nawiasem mówiąc klasyczna świeca doji, częsta na szczytach, jest zaproszeniem do nieco poważniejszej, kilkutygodniowej korekty. Potwierdzeniem takiego przypuszczenia jest widoczne na wykresie dziennym podręcznikowe w kształcie Objęcie Bessy (Engulfing Bearish Line):

 DAX daily + engulfing bearish line 

 Objęcie to jest potwierdzone przez kolejną czarną świecę, której zamknięcie wypada zdecydowanie niżej niż formującej układ Objęcia pierwszej czarnej świecy. Kolejnym elementem wskazującym na wyraźną przewagę niedźwiedzi na rynku jest ostatnia świeca z niewielkim białym korpusem i długim górnym cieniem. Ten długi górny cień kończy się dokładnie w miejscu oporu, który stanowi połowa czarnej świecy, tworzącej Objęcie. Gdybym miał pisać podręcznik interpretacji japońskich świec [nie będę – zrobili to już dużo lepsi ode mnie :-) ] z pewnością wykorzystałbym ten wykres, tak dokładnie pokazuje ideę tego układu świecowego, z jego dwukrotnym potwierdzeniem (niższe zamknięcie kolejnej po Objęciu świecy + test górnym cieniem). Zajrzałem z ciekawości do mojego egzemplarza „Japanese Candlestick Charting Techniques” Steve’a Nison’a i nie znalazłem równie  wyrazistego przykładu.

Dobrze, a czy możemy coś spróbować powiedzieć o możliwym zasięgu tych spadków? Spróbujmy. Oczywiście będzie to bardziej wskazanie tendencji, niż określenie dokładnego miejsca zakończenia. Aby sprostać temu zadaniu, musimy wrócić do tygodniowego wykresu DAX’a:

 DAX weekly + Bollinger bands

Proszę zauważyć, że w momentach, gdy trend jest silny, i to niezależnie od tego, czy mówimy o trendzie wzrostowym czy spadkowym, prosta 21-tygodniowa średnia krocząca, będąca osią Wstęgi Bollingera tworzy wsparcie lub opór, którego indeks nie jest w stanie przekroczyć. Gdy w lutym 2010 indeks po raz pierwszy w trendzie wzrostowym spadł poniżej średniej był to pierwszy, wyprzedzający sygnał, że rynek nie jest już tak silny. I rzeczywiście, niejako w następstwie tego lutowego sygnału, po kwietniowym szczycie DAX zrobił coś, co z dzisiejszej perspektywy trzeba potraktować jako kilkumiesięczny trend boczny, gdzie średnia z 21 tygodni była systematycznie naruszana od góry i od dołu. Silny trend powrócił wraz wybiciem z końca sierpnia 2010 roku. Jeśli trend wzrostowy na rynku niemieckim jest naprawdę tak silny, na jaki dotychczas wyglądał w drugiej połowie 2010 roku, to również obecnie średnia ta powinna bez trudu utrzymać jako ruchome wsparcie korygujący indeks. Obecnie średnia jest na poziomie ok. 6700 pkt i prawdopodobnie w najbliższych tygodniach jej dotychczasowy ostry wznios zacznie się spłaszczać. Przy trwającym nadal silnym trendzie powinniśmy więc obserwować kołysanie się DAX’a między zeszłotygodniowym szczytem a okolicami 6600 – 6800 w postaci jakiegoś typu korekty płaskiej, a cechą charakterystyczną tego rynku powinna być wyraźna tendencja do tego, by tygodniowe zamknięcia wypadały powyżej średniej. Przy takim rynku próby zabawy w krótkie pozycje w innym układzie niż daytrading mogą być bardzo bolesne dla próbującego. Nawet daytrader może mieć z takim rynkiem problemy, gdyż przy tego typu korektach indeksy bardzo lubią wykonywać szybkie, gwałtowne naprzemienne ruchy w obie strony w formie emocjonalnych „wystrzałów” zwanych z anglosaska „whipsaw” i ostatnia sesja na wykresie dziennym, ta z długim górnym cieniem, jest przykładem takiego zachowania rynku. Brak refleksu na takim rynku może być kosztowny.

Jeśli rynek jest dużo słabszy, niż wskazywałoby na to jego zachowanie z ostatniego pół roku,  powinien przełamać się przez średnią z 21 tygodni i szukać wsparcia w okolicach średniej 200-sesyjnej (obecnie rejony 6370 pkt, zbliżone do poziomu szczytów z kwietnia i sierpnia 2010), ale osobiście za bardziej prawdopodobny uważam wariant z utrzymaniem powyżej średniej 21 – tygodniowej.

Ta korekta powinna być bardziej próbą cierpliwości dla byków niż próbą ich odwagi. Na najsilniejszych ostatnio rynkach, takich jak indeksy w USA czy DAX właśnie, tłum nauczył się już kupować dołki i okrzyk „buy the dip!” zdaje się być wyraźnie słyszalny z wykresu. Rynek musi więc wprowadzić trochę niepewności do głów tłumu, zanim indeksy będą mogły ruszyć wyżej. Może to zrobić dwojako: albo strasząc silnym spadkiem (czyli dla DAX’a wariant ze spadkiem do okolic średniej 200 sesyjnej) albo kilkukrotnym udawaniem wybicia i powrotem do konsolidacji (tak moim zdaniem będzie wyglądać korekta w wariancie obrony 21 tygodniowej średniej). Po tej korekcie, moim zdaniem DAX podejmie próbę wyjścia ponad ograniczającą go linię środkową. W późnych stadiach dłuższego trendu wzrostowego DAX często staje się najsilniejszym indeksem spośród wszystkich indeksów giełdowych państw rozwiniętych i jak na razie to linia ta mu w tym wyraźnie by przeszkadzała.

 Na koniec przyjrzyjmy się naszemu polskiemu indeksowi, WIG20. Na początek Zasłona Ciemnej Chmury (Dark Cloud Cover line):

WIG20 + dark cloud cover

Ten układ świecowy jest podobny w wymowie do Objęcia Bessy, jakie widzieliśmy na DAX, choć wymowa ta jest nieco słabsza – czarna świeca zakrywa jedynie ponad połowę poprzedzającej ją białej świecy, a nie obejmuje ją cąlym swoim korpusem, jak to widać na wykresie DAX. W ten sposób czarna świeca Zasłony tworzy zamknięcie poniżej wsparcia, jakie w normalnych warunkach stanowi połowa białego korpusu pierwszego elementu składowego formacji.

Także i tu widzę 2 warianty możliwego rozwoju sytuacji . Pierwszy, bardziej optymistyczny to kołysanie się indeksu WIG20 między 2 niebieskimi liniami, wyznaczonymi po ekstremach ostatnich miesięcy, wskazujący na to, że akcje indeksu WIG20 podlegają spokojnej akumulacji przez duże „silne ręce”, które wykorzystują konsolidację do przebudowy swoich portfeli.

Drugi wariant – rynek opuści strefę ruchu bocznego i spróbuje testu średniej 200 sesyjnej (200dMA), w okolicach której będzie szukał wsparcia. Przypomnę, że średnie 200-sesyjne są ulubionym narzędziem wielu zarządzających w dużych instytucjach i tratowane są przez nich jako punkt orientacyjny co do sytuacji na rynku, stąd często w ich okolicach ujawniający się istotny popyt lub podaż.

O ile w przypadku DAX’a za bardziej prawdopodobny uważam wariant optymistyczny,  o tyle w wypadku WIG20 bardziej prawdopodobny byłby wariant z testem 200 – sesyjnej średniej. Wariant taki miałby jeden, niezaprzeczalny plus dla byków: opuszczenie dołem strefy konsolidacji spowodowałoby znaczne pogorszenie nastrojów tłumu i gdyby do tego doszło, internet zaroi się od analiz, których autorzy będą wskazywać na 3 szczyty i dowodzić, że wrócił Wielki Niedźwiedź, bo oni widzą Głowę z Ramionami albo Formację 3 szczytów. Taki pesymizm będzie tworzył glebę, odpowiednią dla dalszych wzrostów rynku. A dlaczego uważam, że owi autorzy będą się mylić? Nim odpowiem na to pytanie, spójrzmy wpierw na tygodniowy wykres WIG20 z naniesioną 21 tygodniową Wstęgą Bollingera:

 WIG20 weekly + Bollinger bands

Proszę zwrócić uwagę, gdzie znajduje się dolne ramię Wstęgi (okolice 2500 pkt, a więc dość blisko średniej 200 - sesyjnej) i jak zachowuje się sama wstęga (wyraźnie się zaczyna zawężać). Proponuję sprawdzić samemu, jak na poprzednich ważnych szczytach zachowywała się Wstęga. Czy na pewno zwężała się? Nie będę tu pokazywał kolejnego wykresu, zostawiając to zadanie Tobie, Czytelniku do wykonania, jeśli twierdzisz, że to już absolutnie Ten Szczyt i Niedźwiedź nieodwołalnie zaczyna swe rządy.

Kolejna sprawa – ostatniej fali wzrostowej przed formowaniem się długoterminowego szczytu towarzyszy na wykresach tygodniowych, a czasem i miesięcznych, formowanie się wyraźnych, długo utrzymujących się dywergencji na takich oscylatorach jak np. RSI czy MACD. Jeśli mówisz Czytelniku, że to już jest Ten Szczyt, to pokaż mi proszę takie dywergencje na amerykańskich indeksach albo na DAX. Jest wreszcie i wspomniana przeze mnie wcześniej Rotacja, na razie bycza dla indeksów akcyjnych, nawet polskiego WIG20....

 Czy to Ci wystarczy, Czytelniku? Mam nadzieję, że tak.

 Na koniec jeszcze jedno. W trakcie sporządzania wpisów zaczyna mnie coraz bardziej męczyć dopasowywanie wykresów do ograniczeń Blox’a tak, by jednocześnie cokolwiek można było na tym wykresie zobaczyć. Problem jest niewielki, gdy mogę skorzystać z małego monitora (17”), co nie zawsze jest możliwe. Gdy piszę w domu, tak jak teraz, mam do dyspozycji tylko ekran o dużej przekątnej i muszę się nakombinować ze zmniejszaniem rozmiaru obrazka tak, by zachować jednocześnie jaką taką jego czytelność. Zaczynam mieć tego dość, bo to duże marnowanie czasu i myślę o przeniesieniu bloga gdzie indziej, gdzie nie trzeba będzie tyle czasu poświęcać na obróbkę zdjęć i ich wpasowywanie w tekst z jak najmniejszą stratą jakości. O ile pamiętam to np. Wordpress ma taką opcję, że na blogu jest publikowana miniaturka, a po kliknięciu wyskakuje w nowym oknie duży obrazek, co rozwiązywałoby ten mój problem. Ponieważ nie jestem jakoś specjalnie biegły w temacie, chętnie poznałbym opinie Czytelników co do funkcjonalności innych miejsc do blogowania. Krótko mówiąc, proszę o radę, gdzie się przenieść tak, by nie poświęcać tyle czasu na techniczną stronę przygotowania wpisu.

Taki dzień długi -
jeden za drugim mija
w przeszłość daleką...

Buson (ze zbioru Busonkushu, 1784)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13